Przy kamienicy, w której przed laty mieszkał Jarosław Ziętara, w czwartek grupa kilku osób zapaliła symboliczne znicze. Obecni byli także dziennikarze, poseł PiS Tadeusz Dziuba oraz radna miejska Lidia Dudziak.

 

- Dziś minęły dokładnie 24 lata odkąd Jarosław Ziętara wyszedł z tej kamienicy przy ulicy Kolejowej 49. Miał udać się do redakcji, ale, jak wiadomo z ustaleń śledztwa i zeznań świadków, został porwany w tej okolicy, w miejscu swojego zamieszkania - powiedział Krzysztof M. Kaźmierczak, przedstawiciel Komitetu Społecznego im. Jarosława Ziętary.

 

Jak dodał, prawdopodobnie jesienią na tej kamienicy zostanie umieszczona tablica pamięci Jarosława Ziętary. Będzie to tablica upamiętniająca go "jako człowieka, jako dziennikarza, który został zamordowany ze względu na zawód, jaki wykonywał”.

 

"Wiadomo, za co został porwany i zabity"

 

Kaźmierczak mówił, że już od dłuższego czasu "właściwie w tej sprawie wiadomo, za co został porwany i zabity, wiadomo, jakie środowisko zlecało zbrodnie, wiadomo, jacy ludzie - konkretnie, personalnie, jaka grupa brała w tym udział".

 

- Natomiast nie ma zwłok Jarka i tych zwłok nie będzie, bo to było z góry zaplanowane,  spodziewano się, myślano, że zniknięcie dziennikarza wywoła ogromne działania policji i przygotowano się do tego zawczasu. To nie było pierwsze zabójstwo na koncie tych ludzi, ale po raz pierwszy usuwano zwłoki . To było z góry zaplanowane: miano go nie tylko zabić, ale miało go nie być, miał być zapomniany - stwierdził Kaźmierczak.

 

- To są zeznania świadków - można było tego wysłuchać będąc w sądzie. Cześć tych ludzi wycofała się z tych zeznań, ale jest to zupełnie niewiarygodne, ponieważ z zeznań tych osób są nawet nagrania wideo - dodał.

 

Toczy się proces poszlakowy

 

Kaźmierczak odnosząc się do toczącego się od stycznia przed poznańskim sądem procesu o podżeganie do zabójstwa dziennikarza, powiedział, że jest "umiarkowanym optymistą" w kontekście ukarania winnych w tej sprawie.

 

- Obecnie jest tylko jeden oskarżony - Aleksander G. Myślę, że może dojść do wyroku skazującego. Mimo że jest to proces poszlakowy, to jest to na tyle wszystko spójne, że może zakończyć się wyrokiem. Natomiast pozostali zleceniodawcy, ponieważ to było całe grono osób, którym zależało, żeby Jarosław Ziętara był zabity - nie wiem, co obecnie robi w tej sprawie prokuratura - ocenił.

 

Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 roku. Był absolwentem poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza i to w Poznaniu rozpoczynał swoją przygodę z dziennikarstwem. Pracował najpierw w radiu akademickim, później współpracował m.in. z "Gazetą Wyborczą", "Kurierem Codziennym", "Wprost" i "Gazetą Poznańską", gdzie zajmował się m.in. tematyką tzw. poznańskiej szarej strefy.

 

Ostatni raz Ziętara widziany był 1 września 1992 roku. Miał się wówczas udać do pracy, do redakcji "Gazety Poznańskiej" jednak nigdy nie dotarł. W 1999 roku Ziętara został uznany za zmarłego. Dzięki temu, na bydgoskim cmentarzu jego rodzina mogła umieścić symboliczną tablicę. Ciała dziennikarza do dnia dzisiejszego nie odnaleziono.

 

Od stycznia 2016 roku przed poznańskim Sądem Okręgowym toczy się proces b. senatora, jednego z najbogatszych Polaków na przełomie lat 80. i 90. - Aleksandra Gawronika (zgodził się na podawanie swojego nazwiska). B. polityk oskarżony jest o podżeganie do zabójstwa dziennikarza. Dotychczas w sprawie zeznawali m.in. poznański gangster odsiadujący wyrok dożywocia Maciej B. ps. „Baryła” oraz założyciel spółki Elektromis, biznesmen Mariusz Świtalski i osoby związane z jego firmą. Kolejna rozprawa zaplanowana jest na 30 września.

 

PAP