Prezes ZNP, komentując zapowiedzi szefowej MEN dotyczące nowej struktury szkół, stwierdził, że zmiany jakie nastąpią w związku z reformą "niosą za sobą niepewność". - Ta niepewność będzie narastała wraz z odkrywaniem przez panią minister kolejnych odsłon tego, co ma nas czekać od 2017 roku - zauważył.

 

I dodał: - Wszyscy zdają sobie sprawę, że jest mało czasu. Pani minister po 27 czerwca nie powiedziała ani słowa do 25 sierpnia. Wtedy zapowiadała, że ujawni to co jest dla nauczyciela najważniejsze, mianowicie siatkę godzin. Dzisiaj mamy 1 września, a pani minister nadal milczy. To co jest solą tej reformy, czyli to czego, ile i w jakich warunkach będziemy uczyć, podobno ma się pojawić 15 lub 16 września.

 

Zdaniem Broniarza to siatka godzin pokaże "ilu nauczycieli będzie pracowało, a ilu straci pracę". Prezes Związku zauważył, że "prawdziwe zmiany pojawią się dopiero, kiedy wejdzie w życie podstawa prawna, czyli 1 września 2017".  - Wtedy musi się zmienić siatka godzin, jeśli chcemy obecny model edukacji, czyli 9-letni, zrealizować w ciągu 8 lat.

 

"Totalny zamęt w systemie edukacji"

 

- Te parę tysięcy godzin z całego cyklu edukacyjnego, które dzisiaj mamy w ciągu 9 lat, musimy zmieścić w 8 lat - powiedział. - Musimy sobie zdawać sprawę, że dziecko w pierwszej klasie nie będzie spędzało w szkole codziennie po 5-6 godzin, a uczeń ósmej klasy szkoły ponad 8 godzin dziennie, bo to jest rzecz, która jest ponad siły ucznia - dodał.

 

W ocenie Broniarza, minister Zalewska "nie zdaje sobie sprawy, z tego co wynika z reformy, którą chce wprowadzić". - Rodzi się pytanie: po co ta zmiana, jaka wartość dodana ma z tej zmiany wynikać? Czy pani minister zdaje sobie sprawę z totalnego zamętu, w jaki wpędza system edukacji? To jest 5 mln uczniów, 600 tys. nauczycieli, ponad 100 tys. pracowników i parę milionów rodziców.

 

"Wzrost wynagrodzeń - kosztem zwolnień nauczycieli"

 

Prezes ZNP odniósł się również do informacji o waloryzacji płac dla nauczycieli. - To ma być od 35 do 65 zł.  Zwracam tylko uwagę, że to 1,3 proc. z całej subwencji, to jest to ok. 550 mln złotych. A subwencja tegoroczna, jak i z roku 2017 jest na tym samym poziomie, a więc jest to prosta informacja dla tysięcy nauczycieli, że potencjalny wzrost wynagrodzeń odbędzie się kosztem zwolnień nauczycieli - tłumaczył.

 

Jak zaznaczył, "samorządy nie mają z czego tej waloryzacji zrealizować, subwencje, które dostaną w przyszłym roku, będą takie same jak obecnie, prawie co do złotówki".

 

- Skąd wziąć te pieniądze, jeśli nie z oszczędności jakie zostaną dokonane kosztem zwolnień nauczycieli. Te zwolnienia, jeśli będą, pojawią się we wrześniu 2017 roku - zapowiedział.

 

polsatnews.pl