Niedzielne zdarzenie "miało miejsce podczas wykonywania zadania szkoleniowego z udziałem śmigłowca Mi17 z 7 Eskadry Działań Specjalnych w Powidzu".

 

Prokuratura Rejonowa w Gdyni uściśliła w komunikacie, że "żołnierz, będąc przypiętym do liny zamocowanej do śmigłowca, dostał się między nabrzeże a burtę statku", a "powstałe w ten sposób obrażenia doprowadziły do jego śmierci". Wszczęto też śledztwo "w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci zastępcy dowódcy sekcji szturmowej w Jednostce Wojskowej 2305 Gdańsk". Chodzi o żołnierza GROM, zaś całe zajście miało miejsce w portowym basenie na Westerplatte.

 

Prezydent i król Jordanii z wizytą w Gdańsku

 

Zdaniem ekspertów wojskowych, z którymi rozmawiał polsatnews.pl, wiele wskazuje na to, że w kontekście niedzielnego zajścia nie można mówić o ćwiczeniach, a o "pokazie umiejętności" polskiej jednostki specjalnej.

 

Trójmiejska "Gazeta Wyborcza" poinformowała, że "tego dnia w jednostce byli prezydent RP Andrzej Duda i król Jordanii Abdullah II".

 

Głowy państw, o czym poinformowała kancelaria prezydenta, rozmawiały o sytuacji w regionie Bliskiego Wschodu, a także bilateralnej współpracy w sprawach gospodarczych i bezpieczeństwa. Król Abdullah II złożył także wieniec pod pomnikiem Obrońców Wybrzeża na Westerplatte.

 

"GW" podała, że Marek Magierowski, szef biura prasowego prezydenta Dudy zaprzeczył, jakoby później GROM przygotował pokaz dla VIP-ów, w którym udział wzięli prezydent Duda i król Jordanii. Jednak na oficjalnym profilu króla Jordanii pojawiły się zdjęcia, na których widać, że ten gościł w jednostce polskich sił specjalnych. Poinformowano też, że król obserwował wojskowe ćwiczenia.

 

 

Nietypowe niedzielne ćwiczenia

 

Generał Roman Polko przyznał w rozmowie z polsatnews.pl, że nie wie, czy w niedzielę GROM rzeczywiście demonstrował swoje umiejętności na oczach głów państw, jednak jak dodał - niedzielny termin ćwiczeń "nie jest praktyką".

 

- Jeśli chodzi o Jordanię, to sam w 2002 roku nawiązałem współpracę z siłami Jordanii. Podczas takich wizyt często pokazuje się elementy szkolenia. Tak robiły siły jordańskie, gdy ja odwiedzałem ten kraj - dodał.

 

Generał Polko wyjaśnił, na czym polegał sam manewr wykonywany przez żołnierzy w Gdańsku. - Chodziło o podejmowanie żołnierzy sił specjalnych z jednostki pływającej, by za pomocą śmigłowca przerzucić ich w rejon operacji - wyjaśnił w rozmowie z polsatnews.pl.

 

- Z pozoru wygląda na łatwe ćwiczenie, ale wymaga niesamowitej precyzji. Pilot nie widzi co się dzieje na dole, ten kto koordynuje działania z pokładu śmigłowca musi szybko przekazywać informacje pilotowi. Do tego dochodzą  warunki atmosferyczne. To szalenie niebezpieczne ćwiczenie, ale jeśli mamy działać  w realnych warunkach bojowych, trzeba do takich działań się przyzwyczaić – powiedział Polko.

 

polsatnews.pl, Gazeta Wyborcza