30-letni Sławomir Ł. poszukiwany był od niedzieli, kiedy zasztyletował 59-letniego ojca w domu rodzinnym. Chciał zabić też matkę. Kobieta zdołała uciec i wezwać policję. Zabójca zaszył się w lesie. Wypatrzyli go funkcjonariusze ze śmigłowca. Do akcji wkroczyli policjanci czekający na ziemi.

 

- Nie reagował na wezwania do zatrzymania się, trzymał w ręku nóż. Kiedy zaatakował funkcjonariusza, ten zmuszony był oddać strzały ostrzegawcze, a następnie użył broni – tłumaczył Krzysztof Zaporowski z dolnośląskiej policji.

 

Las i polana, gdzie padły strzały, były oddalone zaledwie kilkaset metrów od domu, w którym doszło do  zabójstwa. Wiadomo, że 30-latek leczył się wcześniej psychiatrycznie i, jak mówią sąsiedzi, kłócił się z rodzicami. Często pod wpływem alkoholu.

 

Śledztwo ws. zabójstwa ze względu na śmierć podejrzanego zostanie umorzone. Prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie zasadności użycia broni.

 

Polsat News