Sąd apelacyjny przyjął co prawda, iż było to zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, ale uznał, iż sprawca nie działał z zamiarem bezpośrednim, a z zamiarem ewentualnym.

 

Utrzymując karę 25 lat więzienia, zmienił okres, po którym mężczyzna może ubiegać się o przedterminowe warunkowe zwolnienie - zamiast po 20 latach (takie zaostrzenie przyjął sąd pierwszej instancji - red. ) może to zrobić po 15 latach więzienia.

 

Do zdarzenia doszło ponad rok temu w jednej z podbiałostockich miejscowości. Gdy kobieta kąpała się, przygotowując się do wyjścia do pracy, do łazienki wszedł jej mąż z butelką benzyny w ręce, oblałżonęłatwopalną substancją, po czym podpalił ją i uciekł. Zatrzymano go po kilku dniach.

 

Mężczyzna miał już wtedy na koncie wyrok (w zawieszeniu) za znęcanie się nad żoną, trwało kolejne takie postępowanie, co groziło odwieszeniem kary. Gdy doszło do tragedii, trwało też postępowanie rozwodowe, jak również sprawa sądowa o pozbawienie go praw rodzicielskich wobec nastoletniego syna. Mężczyzna miał problemy z alkoholem, był na leczeniu odwykowym, ale go nie zakończył.

 

W pierwszej instancji oskarżony przyznał się jedynie do spowodowania obrażeń; twierdził, że nie chciał zabić. Był chorobliwie zazdrosny i podejrzewałżonę o zdradę, groziło mu odwieszenie wyroku za znęcanie się, a nawet jeśli nie, to co najmniej wyprowadzka z domu po zakończeniu sprawy rozwodowej.

 

Żonę obwiniał o swoją sytuację, czyli o to, że był karany za znęcanie i groził mu rozwód. Na rozprawie apelacyjnej mówił, że nie chciałżony zabić, a oszpecić, by nie podobała się innym mężczyznom.

 

Uzasadniając wyrok odwoławczy sędzia Halina Czaban mówiła, że w sprawie były dwie kwestie sporne: zamiar bezpośredni czy ewentualny sprawcy oraz czy był to czyn ze szczególnym okrucieństwem.

 

Tomasz Skutnik podczas procesu w Sądzie Apelacyjnym w Białymstoku, fot. PAP/Artur Reszko

 

I zaznaczyła, że przyjęcie, iż sprawca działał z zamiarem ewentualnym (tzn. nie chciał zabić, ale działając w taki a nie inny sposób powinien był przewidywać, iż skutkiem będzie śmierć) a jednocześnie ze szczególnym okrucieństwem, nieczęsto pojawia się w rozstrzygnięciach sądów rozstrzygających w procesach o zabójstwo. - Ale w tych konkretnych okolicznościach sprawy jest to, zdaniem sądu, całkowicie uzasadnione - powiedziała.

 

Sąd apelacyjny przyjął m.in., iż sam sposób działania sprawcy nie przesądza o tym, iż był zamiar bezpośredni zabójstwa. - Musi być wykazany akt woli, to musimy udowodnić oskarżonemu, a na to brakuje materiału dowodowego - powiedziała sędzia.

 

I dodała, że zebrane dowody wskazują na zamiar ewentualny. - Czyli na ustalenie, że sprawca nie chciał popełnić tego czynu zabronionego - mówimy o zbrodni zabójstwa, śmierci pokrzywdzonej - ale biorąc pod uwagę doświadczenie życiowe, użyty środek, sposób działania, a potem brak pomocy pokrzywdzonej, przewidywał realną możliwość popełnienia takiego skutku i na to się godził - wyjaśniała.

 

Sąd przyjął jednak, iż było to zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Wziął pod uwagę szczególnie drastyczny sposób działania sprawcy.

 

Kolejny incydent

 

W środę zarzut usiłowania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem postawiła prokuratura w Olkuszu (Małopolska) 48-letniemu Mirosławowi W., który oblał żonę substancją łatwopalną i podpalił- poinformował w środę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie prok. Janusz Hnatko.

 

Zarzuty przedstawiono w szpitalu, ponieważ mężczyzna także doznał poparzeń.

 

Do zdarzenia doszło w niedzielę w nocy, w prywatnym domu w Wolbromiu. Mężczyzna podczas awantury oblał benzyną 37-letniążonę i pomieszczenie, w którym się znajdowali. W domu przebywało także troje dzieci.

 

W wyniku pożaru kobieta doznała rozległych obrażeń; trafiła do szpitala i jej stan jest ciężki. Po podpaleniu udało jej się jeszcze wybiec z domu i zawiadomić centrum powiadamiania ratunkowego. Poparzeń doznała także czteroletnia dziewczynka.

 

Zatrzymany przez policję na miejscu zdarzenia Mirosław W. miał ok. 1,4 promila alkoholu we krwi.

 

Nie przyznał się do winy

 

W szpitalu usłyszał zarzuty usiłowania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem oraz sprowadzenia pożaru i narażenie na niebezpieczeństwo znajdujących się w mieszkaniu osób. Podczas przesłuchania nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Twierdził, że chciał tylko nastraszyćżonę i nie pamięta przebiegu wypadków po rozlaniu benzyny.

 

Prokuratura zamierza wystąpić do sądu z wnioskiem o aresztowanie go na trzy miesiące. Mirosławowi W. grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 12, kara 25 lat lub dożywotnie pozbawienie wolności.

 

PAP