Wicepremier Turcji Numan Kurtulmus powtórzył również, że Ankara nie "rozpoczyna wojny" i nie okupuje Syrii.

 

Tureckie czołgi "nie okupują"

 

Jak podaje agencja Reutera, tureckie oddziały poczyniły w poniedziałek postępy w swej ofensywie w głąb Syrii, wymierzonej w Państwo Islamskie i Kurdów. Ściągnęło to na nie krytykę USA i NATO. Turecki minister ds. europejskich Omer Celik oświadczył na konferencji w Ankarze, że "nikt nie ma prawa dyktować Turcji, którą organizację terrorystyczną może zwalczać, a którą ignorować".

 

Turcja prowadzi w Syrii działania wojenne wymierzone w kurdyjskie Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG), które Ankara uznaje za organizację terrorystyczną. Z kolei USA udzielają im poparcia, co jest źródłem trwających od miesięcy napięć między Waszyngtonem a Ankarą.

 

Twierdzą, ze wypierają Państwo Islamskie

 

Tureckie siły zdołały zająć terytoria kontrolowane jak dotąd przez Kurdów i ich sojuszników. Przedstawiciele Ankary utrzymują, że ich celem jest wyparcie z tego regionu bojowników IS oraz uniemożliwienie Kurdom poszerzenia kontrolowanego przez nich terytorium.

 

Wcześniej w poniedziałek minister spraw zagranicznych Turcji Mevlut Cavusoglu oskarżył YPG o dokonywanie "czystek etnicznych" na północy Syrii. Dodał, że YPG próbuje obsadzać swymi ludźmi tereny odebrane Państwu Islamskiemu.

 

"Wszelkie środki",by uniknąć cywilnych ofiar

 

Według wydanego w poniedziałek po południu komunikatu tureckich sił zbrojnych w ciągu ostatnich 24 godzin przeprowadziły one 61 ataków artyleryjskich w syryjskim mieście Dżarabulus. Oświadczenie głosi, że Turcy "podejmują wszelkie środki i okazują maksymalną wrażliwość", aby uniknąć ofiar wśród cywilów.

 

Wymierzona w IS i YPG ofensywa tureckich oddziałów trwa od 24 sierpnia. Zdaniem obserwatorów jednym z jej celów jest między innymi powstrzymanie Kurdów z YPG przed zajęciem Dżarabulusu, położonego strategicznie przy granicy z Turcją.

 

PAP