- Bardzo się martwię, że Warszawą rządzą urzędnicy, a nie pani prezydent – powiedział Karczewski o tłumaczeniach Hanny Gronkiewicz-Waltz, która mówiła, że nic nie wiedziała o niewłaściwych decyzjach urzędników w ratuszu dotyczących dzikiej reprywatyzacji.


Zaznaczył, że po aferze reprywatyzacyjnej ważna jest "kwestia odpowiedzialności politycznej i wyciągania wniosków". - To potrafił robić Donald Tusk. Natomiast Grzegorz Schetyna nie potrafi tego zrobić. Konsekwencje polityczne powinny być wyciągnięte. Jeszcze raz apeluję o to do Grzegorza Schetyny. Minimum jest zawieszenie pani prezydent w członkostwie w partii – podkreślił marszałek.


"W PiS nie ma samych aniołów"


Na uwagę Bartosza Kurka, że dzika reprywatyzacja sięga czasów rządów Lecha Kaczyńskiego w warszawskim ratuszu, Karczewski powiedział, że "na pewno w mojej partii nie ma samych aniołów i jakieś nieprawidłowości są".


- Nie wykluczam tego, że komisja śledcza powinna być powołana – podkreślił Karczewski.

 

Decyzje Gronkiewicz-Waltz

 

W miniony piątek prezydent Warszawy poinformowała, że urzędnicy ratusza, którzy nie dopełnili swoich obowiązków w sprawie przekazania działki pod dawnym adresem Chmielna 70, zostaną dyscyplinarnie zwolnieni. W czasie dwóch spotkań z dziennikarzami podkreślała, że decyzja o przekazaniu działki była pochopna, a decyzji personalnych oczekuje także od ministerstwa finansów.

 

Polsat News