Według ustaleń dziennikarzy z Dolnego Śląska policja odebrała Gabrowskiemu prawo jazdy w lipcu. Ponadto otrzymał 10 punktów karnych i 400 zł mandatu.

 

Dokument trafił do starostwa - to starosta zadecyduje, czy zatrzymać prawo jazdy na trzy miesiące.

 

Po zdarzeniu polityk został jednak przyłapany przez śląskich dziennikarzy na dalszej jeździe, do czego zresztą przyznał się w rozmowie z nimi. Jak tłumaczył, wsiadł za kółko, ponieważ... nie dostał jeszcze decyzji o odebraniu uprawnień.

 

Rejestrator źle rejestrował

 

Gabrowski zapowiedział także, że będzie się bronić. Twierdzi, że prędkość została źle zmierzona, a tam, gdzie go złapano, dopuszcza się jazdę w tempie 80 km/h.

 

- Uważam, że mój przypadek jest podobny do przypadku Hołowczyca - stwierdził ponadto Gabrowski.

 

Działacz PiS przypomniał głośną sprawę rajdowca, który został złapany przez drogówkę na DK-7 w październiku 2013 roku. Według funkcjonariuszy Hołowczyc przekroczył prędkość o 114 km/h.

 

Sprawa trafiła do sądu. Ten w zeszłym roku uznał, że Hołowczyc prędkość przekroczył, ale nie o 114 km/h, a o 71.

 

"Gazeta Wyborcza", polatnews.pl