Śledczy ustalili, że najbardziej prawdopodobną przyczyną pożaru była niesprawna instalacja elektryczna w pomieszczeniu, gdzie znajdowało się dużo materiałów łatwopalnych, w tym papier, skąd ogień rozprzestrzenił się szybko przez szyb windy.

 

Płomienie, które zniszczyły 200 metrów kwadratowych czterokondygnacyjnego budynku należącego do drukarni, ugaszono po dwóch godzinach. Wówczas strażacy natrafili na pomieszczenie odcięte przez ogień, wewnątrz było 16 ciał - poinformował rzecznik rosyjskiego ministerstwa ds. sytuacji nadzwyczajnych. 17 osoba zmarła w drodze do szpitala.

 

 

 

Na miejsce pożaru przyjechali przedstawiciele diaspory kirgiskiej w Moskwie. Według nich, w drukarni pracowały same kobiety. - Jak mówią nasi rodacy, w magazynie pracowały nasze kobiety. Jedna z nich miała 16 lat. To jest sprawa kryminalna. Do pożaru doszło w żeńskiej przebieralni. Nie było zapasowego wyjścia. Po przyjeździe strażaków nie można było do kobiet dotrzeć. Nasi rodacy wzięli drabinę i sami wyciągnęli jedną kobietę - powiedział reporterowi Polsat News Tomaszowi Kułakowskiemu Bachtijar Rumzanow - przedstawiciel diaspory kirgiskiej.

 

Większość obcokrajowców, którzy pracują w Moskwie, to obywatele środkowoazjatyckich republik poradzieckich.

 

PAP, Reuters, Polsat News