Na razie nie wiadomo, czy 12-krotny medalista olimpijski, który przeprosił już za swoje zachowanie na jednym z portali społecznościowych, stawi się przed brazylijskim organem sprawiedliwości. Ewentualna nieobecność nie będzie jednak wiązać z żadną dodatkową karą wobec pływaka.


Do rzekomego rozboju (w tym kradzieży m.in. portfeli i kart kredytowych) miało dojść 14 sierpnia, gdy Lochte i trzej inni amerykańscy pływacy (Gunnar Bentz, Jack Conger, Jimmy Feigen) wracali taksówką z nocnej imprezy. Napadu mieli dokonać ludzie przebrani w mundury policyjne.


W trakcie przesłuchania wyszło na jaw, że wersje Lochtego i Feigena nie są spójne, a wydarzenie zarejestrowały kamery bezpieczeństwa. W rzeczywistości sportowcy brali udział w incydencie na jednej ze stacji benzynowych. Mieli tam spowodować zniszczenia w toalecie, po tym gdy wdali się w awanturę z ochroniarzami.


Nie kłamał, a wyolbrzymił


Policja brazylijska złożyła do prokuratury wniosek oparty na dowodach, oskarżając Amerykanów o złożenie fałszywych zeznań w sprawie napadu podczas IO.


Lochte jako pierwszy z pływaków biorących udział w nocnym wydarzeniu wrócił do USA. Nie złożył jednak w kraju żadnych zeznań. W wywiadzie udzielonym w sobotę brazylijskiej telewizji "Globo TV" przekonywał, że nie kłamał w zeznaniach, a tylko wyolbrzymił to, co go spotkało.


Międzynarodowy Komitet Olimpijski powołał komisję dyscyplinarną do zbadania sprawy. Przyjrzenie się temu incydentowi zapowiedziała także amerykańska federacja pływacka i komitet krajowy (USOC).


Zachowanie Lochtego, 18-krotnego mistrza świata, skrytykowały bardzo ostro amerykańskie media oraz zwykli ludzie w opiniach wyrażanych na portalach społecznościowych. Od 32-letniego gwiazdora odwracają się także sponsorzy - tak uczyniła m.in. firma Speedo zajmująca się produkcją strojów pływackich oraz Ralph Lauren.

 

PAP