Farage, były lider Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), która forsowała Brexit, nie wezwał wprost do głosowania na Trumpa, ale wyraźnie dał do zrozumienia amerykańskim wyborcom, kogo powinni poprzeć.

 

- Jeśli chcecie zmiany w tym kraju, lepiej włóżcie buty i zacznijcie prowadzić kampanię. I pamiętajcie, wszystko jest możliwe, jeśli wystarczająca liczba porządnych ludzi gotowa jest wystąpić przeciwko establishmentowi. (…) Możecie pokonać sondaże, pokonać komentatorów, pokonać Waszyngton - powiedział.

 

Nigdy nie zagłosowałby na Clinton

 

Porównał kampanię wyborczą Trumpa do swojej kampanii na rzecz opuszczenia UE przez Wielką Brytanię, mówiąc, że motorem obu była "ludowa armia zwykłych obywateli". Oświadczył też, że nigdy nie zagłosowałby na Hillary Clinton.

 

Trump od początku prowadzi swoją kampanię jako kandydat protestu mas przeciwko elitom i establishmentowi Partii Republikańskiej (GOP). Kreuje się na obrońcę interesów zwykłych Amerykanów, obiecując im przywrócenie miejsc pracy utraconych wskutek globalizacji.

 

Przesłanie do terrorystów

 

W przemówieniu w Jackson Trump powtórzył znane wątki swojego programu. Zapowiedział, że jako prezydent będzie prowadził "nową politykę zagraniczną" i skoncentruje się na walce z Państwem Islamskim (IS). - Mam przesłanie do terrorystów: znajdziemy was i zniszczymy. Zwyciężymy - oświadczył.

 

Trump po raz kolejny atakował też Hillary Clinton za używanie prywatnego serwera do elektronicznej korespondencji w Departamencie Stanu i za fundację charytatywną Billa i Hillary Clintonów, której darczyńcy - jak twierdził - za swoje wpłaty uzyskiwali wpływ na politykę Clinton jako szefowej dyplomacji.

 

Apel do mniejszości

 

Wezwał także Afroamerykanów i Latynosów, aby głosowali na niego w wyborach. Republikański kandydat do Białego Domu podkreśla ostatnio, że leży mu na sercu los tych mniejszości i przyrzeka, że zapewni im nowe miejsca pracy.

 

Zdaniem komentatorów, apele te są skierowane nie tyle do Afroamerykanów - z których 90 procent deklaruje, że poprze w wyborach Clinton - co do białych, wykształconych wyborców, których chce w ten sposób przekonać, że nie ma rasowych uprzedzeń.

 

Wcześniej, w wywiadzie dla telewizji Fox News, zasygnalizował, że złagodzi swoje radykalne stanowisko w sprawie imigracji. Powiedział wprawdzie, że kiedy będzie prezydentem, "nie będzie amnestii" dla nielegalnych imigrantów, ale potem sugerował, że niektórzy z nich będą mogli pozostać w USA.

 

Będzie nowe stanowisko ws. imigracji

 

- Pójdę krok dalej. Oni zapłacą zaległe podatki, muszą je zapłacić... Nie będzie amnestii, ale będziemy z nimi współpracować - powiedział. Oznajmił też, że w najbliższych tygodniach "ogłosi coś" odnośnie swego stanowiska w sprawie imigracji.

 

Kandydat GOP zapowiada od roku budowę "muru" na granicy z Meksykiem i deportację wszystkich nielegalnych imigrantów. Ostatnio jednak jego najbliżsi współpracownicy informują, że zmienia on opinię w sprawie deportacji.

 

Liczbę nielegalnych imigrantów w USA szacuje się na 10-12 milionów i zdaniem ekspertów deportacja wszystkich nie jest realna.

 

Kandydatka Demokratów, zapytana w środę przez telewizję CNN o zmianę tonu Trumpa w kwestii nielegalnych imigrantów, odpowiedziała, że jest to „desperacka próba” naprawienia szkód, jakie sam sobie wyrządził jątrzącymi wypowiedziami w kampanii.

 

- Ktoś mu pewno powiedział jak szkodliwe dla niego były jego stwierdzenia o deportacji i jak obraźliwe były wypowiedzi o imigrantach na początku kampanii. Próbuje teraz zmiany, ale musimy spojrzeć na cały kontekst. I wierzyć mu, kiedy groził, że wyrzuci z kraju wszystkich nielegalnych imigrantów - powiedziała Hillary Clinton. Dodała, że Trump "uczynił nienawiść głównym nurtem" politycznego dyskursu.

 

PAP