Skąd wziął się pomysł, aby 12-latka zarabiała i przekazywała pieniądze na wsparcie schroniska? 

 

- Mam psa, Pchełkę, i on kiedyś mi uciekł. Trafił później do schroniska - opowiada Natalia. - Kiedy go odbierałam ze schroniska, zobaczyłam w jakich warunkach przebywają psy, to mi się nie spodobało i chciałam pomóc - wyjaśniła dziewczynka.

 

"Mama dowiedziała się po fakcie"


Przyznaje,  że ma już kilka ofert na wyprowadzanie psów, ale telefonów było znacznie więcej. - Dzwonili jednak ze zbyt odległych miast - mówi 12-latka, przyznając, że popełniła błąd nie pisząc w ogłoszeniu, z jakiego miasta pochodzi.

 

Błędu nie mogła poprawić jej mama, gdyż nic nie wiedziała o pomyśle córki.

 

- Mama dowiedziała się o wszystkim po fakcie, ale na szczęście nie miała nic przeciwko - przyznała Natalia.

  

Anna Jańczyk, matka dziewczynki, przyznaje, że nie była poinformowana o inicjatywie córki. Dowiedziała się dopiero, gdy zaczęły się telefony. Nie zamierza jednak przeciwstawiać się jej pomysłowi.

 

- Zwierzęta to jej wielka pasja - przyznaje. Zapewnia jednak, że nie pozwoli córce na samodzielne umawianie się z potencjalnymi chętnymi na wyprowadzanie psów. - Zawsze najpierw sprawdzę, z kim jest umówiona, będę na pierwszej rozmowie, aby zweryfikować, kim jest ta osoba. Natalia jest za mała, abym się zgodziła na całkowitą swobodę - wyjaśniła w rozmowie z polsatnews.pl.

 

Psycholog: dobry początek, nauka przedsiębiorczości 

 

Psycholog dziecięcy Aldona Czajkowska nie widzi w takiej sytuacji nic niewłaściwego, o ile nie jest to praca, która jest ponad siły i korzyści nie czerpią dorośli. - To dobry początek, nauka przedsiębiorczości - zauważa psycholog w rozmowie z polsatnews.pl. Podkreśla, że w tym przypadku należy też dodatkowo pochwalić, że dziewczynka wpadła na pomysł, by pracować oraz nie myśli o swoich potrzebach, ale chce pomagać - stwierdziła Aldona Czajkowska.


- Mieszkałam kiedyś w miejscu, w którym dzieci w wieku tej dziewczynki zawiązały inicjatywę, "Bułka i spółka" to się nazywało. Dzieci zbierały rano od mieszkańców osiedla zamówienia na bułki i dostarczały je z piekarni z niewielką marżą - opowiada Aldona Czajkowska.  Psycholog zwraca też uwagę, że w kulturze wiejskiej dzieci od wielu lat zbierają truskawki, jagody, pomagają w pracach polowych. - Są włączane w pracę i nikt nie widzi w tym nic zdrożnego - mówi Czajkowska.

 

"Byle nie pojawili się nieodpowiedzialni rodzice"


Fakt, iż obecnie coraz częściej poszukują pracy także dzieci z miast może być związane z różnymi czynnikami. Może chodzić o wzrost przedsiębiorczości albo może wynikać to z biedy. - Mamy jednak za mało danych, aby móc to w tej chwili rozstrzygnąć - zauważa psycholog.


Aldona Czajkowska zwraca także uwagę na zagrożenia, jakie mogą się pojawić przy okazji pracy dzieci małoletnich. 

 

- Nie wszyscy rodzice są odpowiedzialni i niektórzy mogą chcieć czerpać z tego korzyści - zauważa psycholog. - Jeśli jednak praca wynika z chęci dziecka, nie jest ponad jego siły i służy nauce pracy, a przede wszystkim, co podkreślam, dziecko nie jest wykorzystywane, bo czerpią z tego korzyści dorośli, to widzę same korzyści - dodaje Czajkowska.

 

Schronisko: nigdy nie wiemy kto stoi za drzwiami

 

Stanowisko zajęło też częstochowskie schronisko, które wspierać chce Natalia.

 

"Jest nam ogromnie miło, że tak młode osoby są wrażliwe na krzywdę zwierząt. Postawa Tej Młodej Damy, skłoniła niejednego dorosłego człowieka do chwili refleksji nad losem czworonogów w Schronisku. Chcielibyśmy również podziękować Mamie, za to, że nauczyła szacunku do zwierząt i wpoiła dziecku piękne zasady. Mimo wszystko uważamy, że tego typu przedsięwzięcie dla 12 letniego dziecka może okazać się bardzo niebezpieczne. Nigdy nie wiemy kto stoi za drzwiami, jakie ma intencje i jakiego psa chce nam ofiarować..." - napisali pracownicy Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Częstochowie.

 

 

polsatnews.pl