Przedstawiciele niemieckiego Jugendamtu przyszli do szpitala w Esslingen na początku sierpnia. Dziecko zostało odebrane, a rodzice poinformowali m.in. o narzuceniu mu niemieckiego obywatelstwa.

 

Narzucenie obywatelstwa Niemiec

 

"W dwa tygodnie po bezprawnym zabraniu naszego dziecka ze szpitala niemieccy urzędnicy powiadomili nas o narzuceniu dziecku niemieckiego obywatelstwa wbrew naszej woli, mimo że jesteśmy wyłącznie polskimi obywatelami."

 

Rodzice zaapelowali o pomoc do rządu Beaty Szydło. O pomoc na Twitterze prosili poruszeni tą sprawą internauci.

 

"Na polecenie ministra Ziobry wszczęto w ministerstwie sprawiedliwości postępowanie", "minister Wójcik zwrócił się do ministerstwa sprawiedliwości Niemiec o podanie podstawy prawnej odebrania obywatelce Polski dziecka po porodzie" - poinformował wówczas na Twitterze rzecznik resortu sprawiedliwości Sebastian Kaleta.

 

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro polecił zwrócić się do strony niemieckiej o wyjaśnienia.

 

Spotkanie po 16 dniach

 

Dopiero po 16 dniach od zabrania dziecka urzędnicy niemieccy zgodzili się, aby matka zobaczyła swoja córeczkę. Wydali także zgodę na odwiedziny u niej dwa razy w tygodniu.

 

Sebastian Kaleta, rzecznik ministerstwa sprawiedliwości w rozmowie z Polsat News powiedział w ubiegłym tygodniu, że na razie jedyne informacje, które do resortu dotarły z Niemiec mówią o tym, że "w czasie ciąży obywatelka Polski otrzymywała wsparcie socjalne".

 

- Dla nas wyjaśnienie przesłane przez stronę niemiecką jest niewystarczające. Poprosiliśmy o dodatkowe wyjaśnienia - zaznaczył rzecznik.

 

Teraz sprawą zajmie się niemiecki sąd na rozprawie, której jawność została wyłączona. Na miejscu będzie wysłannik Polsat News Tomasz Lejman. Przebieg tej sprawy będziemy relacjonować na portalu polsatnews.pl. W sądzie prawdopodobnie pojawi się także polski konsul.

 

Zarzuty to pogłoski

 

Według rodziców i bliskich dziewczynki, większość zarzutów stawianych im przez niemieckich urzędników to"pogłoski z drugiej lub trzeciej ręki, po części już zaprzeczone przez osoby, którym je przypisano". Chodzi m.in. o stwierdzenie rzekomego "bałaganu", gdy tymczasem - według rodziców - matka dziecka przeprowadziła remont, aby dostosować lokal na potrzeby kobiety z małym dzieckiem. Pojawiły sie zarzuty o rzekomą mozliwość wyłączenia prądu w mieszkaniu. Inny zarzut to rzekome "niedopilnowanie konsultacji lekarskiej". Rodzice twierdzą, że żaden z tych powodów nie jest prawdziwy.

 

polsatnews.pl