Dwukrotny srebrny medalista olimpijski proponuje członkom zarządu, że będzie się także zajmował sprawdzaniem, czy na zgrupowaniach przebywają wyłącznie osoby uprawnione, czy przestrzegane są regulaminy PZPC, czy przypadkiem zawodnicy nie są w posiadaniu innych substancji zabronionych przez prawo.

 

W gestii Kołeckiego miałoby się także znaleźć prawo do kontrolowania ważności badań lekarskich, które są niezbędne do wyczynowego uprawiania sportu oraz inne zadania zlecone przez zarząd PZPC.

 

"PZPC ma niewiele wspólnego z wpadkami braci Zielińskich"

 

We wspomnianym liście były szef ciężarowej centrali pisze, że jego zdaniem "w odbiorze opinii społecznej jako PZPC wypadaliśmy nie całkiem źle. Udało nam się przekazać Polakom, że PZPC ma niewiele wspólnego z wpadkami braci Zielińskich i Krzysztofa Szramiaka, jednak za chwilę zaczną się pytania, na jakim etapie są postępowania dyscyplinarne wspomnianych sportowców i czy tak szumnie zapowiedziana walka z dopingiem i niesubordynacją w PZPC już się rozpoczęła".

 

W ten sposób chce przekonać członków zarządu, by przystali na jego propozycje. Jak argumentuje, aby kontrole były możliwe, zarząd powinien - napisał w mailu - podjąć stosowną uchwałę "pozwalającą mu na dokonywanie kontroli oraz uchwałę pozwalającą na usunięcia z akcji szkoleniowej osoby, która odmówi poddania się kontroli lub w jej organizmie zostanie wykryty alkohol lub narkotyki".

 

Jeżeli zostaną ujawnione inne zabronione substancje, na posiadanie których PZPC nie wyraża zgody, wówczas taka osoba otrzyma pisemną informację, że ma 72 godziny na zapłacenie mandatu na rzecz PZPC w wysokości 200 zł (pierwszy) i o 100 zł zwiększany każdy kolejny. Sprawa będzie automatycznie kierowana do panelu dyscyplinarnego związku.

 

Jeżeli powstanie podejrzenie, że substancja jest prawnie zakazana, o każdym takim przypadku będzie zawiadamiana policja i organy ścigania.

 

- Możliwość przeprowadzenia w/w. kontroli będzie dawała umowa podpisywana pomiędzy PZPC a członkiem kadry (w przypadku nieletniego przez rodziców) - proponuje Kołecki.

 

Koszty zatrudnienia

 

Kołecki przypomina członkom zarządu, że "ostatnie 3,5 roku pracował w PZPC bez pobierania wynagrodzenia".

 

- Dlatego jeżeli panowie powierzycie mi to zadanie od 1 września, wówczas chcę w ramach umowy zlecenia otrzymywać 4500 zł brutto plus zwroty kosztów przejazdów. Całość środków byłaby rozliczona z dotacji z budżetu Państwa. Zapewniam państwa, że po ostatnich wpadkach są tam rezerwy i można takie kwoty wpisać do składanego do MSiT do końca sierpnia planu po zmianach. Jedyny koszt PZPC to zakup alkomatu i testów na obecność narkotyków w organizmie (...). Takie rozwiązanie jest dla panów bardzo korzystne, ponieważ całą nienawiść części środowiska wezmę na siebie, a panowie nie będą obwiniani za prowadzone kontrole - napisał Kołecki.

 

"Kołecki od kilku dni w siedzibie związku nie bywa"

 

Kierująca obecnie pracami związku sekretarz generalna PZPC Halina Pikuła potwierdziła, że otrzymała do wiadomości cytowane pismo.

 

- Dotarło do mnie w niedzielę wieczorem, na razie jednak nie podjęłam żadnych decyzji w tej sprawie. Czekam na pisemne oświadczenia członków zarządu. Nie kryję, że jestem trochę zaskoczona. Szymon Kołecki od kilku dni w siedzibie związku nie bywa, a do poniedziałku nie otrzymałam od niego na piśmie nawet oficjalnej rezygnacji - powiedziała Pikuła.

 

"Mogę szybko stać się najbardziej znienawidzonym człowiekiem w środowisku"

 

Szymon Kołecki, zapytany przez PAP, czy się kierował składając taką ofertę zarządowi związku, w którym - jak wcześniej zapewniał - zakończył działalność, wyjaśnił: - Nigdy całkowicie nie rezygnowałem z pracy w PZPC, złożyłem tylko rezygnację ze stanowiska prezesa. A moje motywy są jasne - chcę zacząć realizować uchwałę zarządu dotyczącą natychmiastowego zintensyfikowania walki z dopingiem. Ktoś się musi za to zabrać, dlatego się zgłaszam. Nie robię tego dla pieniędzy, mam wiele innych zajęć, moja rodzina ma zapewniony byt. Wiem natomiast jedno - mogę szybko stać się najbardziej znienawidzonym człowiekiem w środowisku.

 

Dodał jednocześnie, że dochodzą do niego głosy, iż są w ciężarach osoby, którym nie zależy w stu procentach na wyplenieniu tej zarazy z dyscypliny.

 

- Obawiam się, że sprawa może zostać rozmyta. Rozłożona w czasie będzie przechodziła do historii. A na to nie można pozwolić. Ja wiem, co się dzieje, wiem, co można zamówić w internecie. I wcale nie będą to środki z listy zabronionych! Alkohol i używki także są w sporcie, nie tylko w ciężarach. To tajemnica poliszynela. Ja chcę z tym walczyć, dlatego złożyłem ofertę. Jeżeli nie zostanie przyjęta, nie będę płakał, obawiam się tylko, że trudno będzie znaleźć do tego człowieka tak zdeterminowanego jak ja - zakończył.

 

"Jest mi przykro i wstyd za to, co się stało"

 

Kierujący PZPC od 2012 roku jeden z najbardziej utytułowanych polskich sztangistów, który w przeszłości był zdyskwalifikowany za stosowanie dopingu, zapowiedział swoją rezygnację, gdy okazało się, że niedozwoloną substancją - nandrolon - wykryto w organizmie szykującego się do startu w igrzyskach w Rio de Janeiro Tomasza Zielińskiego oraz rezerwowego w olimpijskiej ekipie Krzysztofa Szramiaka. Obu wcześniej chciał usunąć z kadry, ale jego decyzja nie znalazła poparcia członków zarządu.

 

- Chcę wszystkich Polaków szczerze przeprosić, że muszą się podczas igrzysk olimpijskich wstydzić przed całym światem z powodu afery wywołanej przez przedstawiciela podnoszenia ciężarów. Jest mi przykro i wstyd za to, co się stało. Rezygnuję z funkcji prezesa PZPC, decyzję podjąłem wcześniej. Potwierdzam także, że nie zamierzam startować w grudniowych wyborach - powiedział wówczas szef PZPC.

 

Kilka dni po potwierdzeniu pozytywnego wyniku badania Tomasza Zielińskiego okazało się, że ten sam środek znajdował się w organizmie jego starszego brata - Adriana, mistrza olimpijskiego z Londynu. Obaj zostali usunięci z reprezentacji olimpijskiej oraz zawieszeni w prawach zawodnika. PZPC rozwiązał także umowę o pracę z trenerem Jerzym Śliwińskim, który nadzorował przygotowania obu sztangistów. We wtorek 16 sierpnia Kołecki na nadzwyczajnym posiedzeniu zarządu związku podtrzymał decyzję o rezygnacji z dalszego kierowania PZPC.

 

PAP