W zamachu bombowym, do którego doszło w sobotę w nocy w mieście Gaziantep, w pobliżu granicy z Syrią zginęło co najmniej 30 osób, a 94 zostały ranne. Ofiary to przeważnie Kurdowie.

 

"Nie ma żadnej różnicy między Gulenem, a Państwem Islamskim"

 

Komunikat prezydenta głosi, że nie widzi on "żadnej różnicy" między Gulenem, którego oskarża o inspirowanie nieudanego zamachu wojskowego z 15 lipca, a Partią Pracujących Kurdystanu (PKK) i Państwem Islamskim, które "prawdopodobnie jest sprawcą zamachu w Gaziantep.

 

W minionym tygodniu w trzech zamachach zginęło w Turcji co najmniej sześć osób, a blisko 260 zostało rannych. O ataki oskarżono bojowników PKK; Erdogan ogłosił wówczas, że to "organizacja terrorystyczna Gulena" stoi za ostatnimi atakami zorganizowanymi przez PKK, gdyż "dzieli się (z PKK) informacjami i danymi wywiadu". Podkreślił, że nie "ma w istocie różnicy" między PKK a "terrorystyczną organizacją gulenistów".

 

Gulen, który od lat przebywa na dobrowolnym wygnaniu w USA, to dawny sojusznik, a obecnie wróg Erdogana, który oskarża go o tworzenie równoległych struktur w państwie.

 

Czystki po puczu

 

Od próby wojskowego zamachu w Turcji prowadzone są na wielką skalę czystki wymierzone w osoby podejrzewane o przynależność do ruchu Gulena.

 

Kurdowie, którzy walczą z bojownikami Państwa Islamskiego w Syrii uważani są przez USA i kraje koalicji wymierzonej w IS za skutecznych i ważnych sojuszników w tej kampanii. Amerykańskie wsparcie dla Kurdów stanowi źródło napięć między Waszyngtonem a Ankarą.

 

PKK domaga się większej autonomii dla Kurdów w Turcji. Od 1984 roku konflikt kurdyjsko-turecki kosztowałżycie ponad 40 tys. osób, głównie rebeliantów. Unia Europejska i Stany Zjednoczone uznały PKK za organizację terrorystyczną.

 

PAP