W komunikacie opublikowanym przez Biały Dom podkreślono, że amerykański prezydent oczekuje od władz stanowych dokładnego sprawozdania z przedsięwziętych dotychczas kroków i chce się przekonać osobiście o rozmiarach klęski żywiołowej.

 

Przerwał urlop po krytyce

 

Obama - przebywający obecnie na urlopie na wyspie Martha's Vineyard w stanie Massachusetts, znalazł się w ogniu krytyki konserwatywnej części sceny politycznej i mediów z powodu niewystarczającej ich zdaniem solidarności z rodzinami ofiar oraz poszkodowanymi.

 

Dotknięte powodzią tereny w Luizjanie odwiedził w imieniu prezydenta Obamy minister ds. bezpieczeństwa narodowego Jeh Johnson, który złożył w piątek rano szczegółowe sprawozdanie głowie państwa - podkreślono w komunikacie.

 

Zaznaczono w nim również, że prezydent zdaje sobie sprawę z tego, iż jego wizyta w Luizjanie pociągnęłaby za sobą konieczność zapewnienia odpowiednich środków bezpieczeństwa, a nie chciałby, aby uwaga miejscowych władz była absorbowana czymś innym niż skutki powodzi.

 

Nie każdy chce wizyty

 

Demokratyczny gubernator stanu, John Bel Edwards, powiedział, że woli, aby Obama wstrzymał się z wizytą w Luizjanie, bo byłoby to traceniem środków finansowych potrzebnych na pomoc dla poszkodowanych i usuwanie szkód.

 

Prawicowi komentatorzy przypominają, że w czasie gigantycznej powodzi w wyniku huraganu Katrina w Nowym Orleanie w 2005 r. prezydent George W. Bush był także krytykowany za to, że dopiero po kilku dniach przyjechał na tereny kataklizmu. W ówczesnej powodzi straciło życie ponad tysiąc osób.

 

- To smutne, że Obama nie może przerwać urlopu choćby na jeden dzień - napisał na Twitterze były republikański przewodniczący Izby Reprezentantów Newt Gingrich.

 

Do Luizjany nie przyjechała też demokratyczna kandydatka do Białego Domu, Hillary Clinton. W oświadczeniu zamieszczonym na Facebooku napisała: "Myślę o Luizjanie ze ściśniętym sercem. Teraz, gdy trwa pomoc dla powodzian, nie można sobie pozwolić na rozpraszanie uwagi".

 

Trump już był

 

W piątek tereny dotknięte powodzią odwiedził natomiast republikański kandydat na prezydenta USA Donald Trump. Towarzyszył mu kandydat na wiceprezydenta - Mike Pence. Obaj politycy rozmawiali z ofiarami kataklizmu i ochotnikami pomagającymi powodzianom.

 

Kandydata GOP witał w Baton Rouge tłum jego zwolenników. Niektórzy podawali mu swoje czapki, aby złożył na nich autograf. - Wiedzieliśmy, że pan przyjedzie, panie Trump! - wołali fani polityka.

 

W powodzi w Luizjanie zginęło co najmniej 13 osób. Żywioł zniszczył lub uszkodził ponad 40 tys. domów. Ponad 70 tys. ludzi zarejestrowało wnioski o pomoc społeczną, kiedy rząd federalny ogłosił stan klęski żywiołowej.

 

PAP