70 proc. Turków jest przekonanych, że w zorganizowanie zamachu stanu zaangażowana była Ameryka - podaje brytyjski tygodnik.

 

Według niektórych gazet "jakiś emerytowany amerykański generał przekazał zbuntowanym tureckim żołnierzom miliardy dolarów; a USA kierowały tureckimi siłami, aby zabiły prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. Islamski dziennik nazwał Niemcy państwem wrogim, a kanclerz Angelę Merkel przedstawił w nazistowskim mundurze" - wylicza "Economist".

 

Oskarżenia wobec Zachodu i Gulena

 

Zdaniem większości Turków Zachód nie potępił wystarczająco wcześnie ani w wystarczająco mocnych słowach nieudanego zamachu wojskowego, w którym śmierć poniosły 273 osoby.

 

Ankara oskarża Fethullaha Gulena, islamskiego kaznodzieję mieszkającego w USA, o to, że był mózgiem zamachu; władze Turcji domagają się jego ekstradycji.

 

Turcy mają teżżal o to, że Europa i Ameryka krytykują czystki, jakie nastały po puczu. "Europa ma jednak rację, obawiając się, że próba rozprawienia się z sympatykami Gulena wymknęła się już spod kontroli" - komentuje tygodnik.

 

Wszystko to nakręca - zdaniem "Economista" - "społeczne oburzenie na Zachód i zwolenników Gulena, a to pozwala Erdoganowi osiągnąć to, czego nie mógł osiągnąć latami: poparcie znacznej większości Turków".

 

Erdogan zyskał poparcie

 

Notowania Erdogana znacznie podskoczyły po puczu: w czerwcu miał poparcie rzędu 47 proc., ostatnio wynosi ono 68 proc. - podaje tygodnik.

 

Erdogan ostrzega teraz Waszyngton, że relacje między obu państwami pogorszą się znacznie, jeśli USA nie wydadzą Ankarze Gulena - pisze "Economist".

 

W mniemaniu tureckiego prezydenta egzamin z lojalności zdało tylko jedno mocarstwo - Rosja. "Erdogan ujął to dosadnie: (Władimir) Putin nie krytykuje mnie za liczbę osób zwolnionych w siłach zbrojnych lub służbie publicznej" - cytuje tygodnik.

 

- Na razie NATO nie musi się obawiać, że Turcja odejdzie z Sojuszu - mówi zachodni dyplomata i ostrzega, że Putin będzie nadal napuszczał Turcję na Amerykę i UE. - On gra w tę grę lepiej niż ktokolwiek inny - dodaje rozmówca "Economista".

 

"Od dekady rząd Turcji, niegdyś proeuropejski, oddalał się od Zachodu (...), teraz robi to szybciej" - konkluduje tygodnik.

 

Po lipcowym zamachu stanu w Turcji zatrzymano ponad 40 tys. ludzi, z czego niemal połowie przedstawiono zarzuty. W areszcie przebywa obecnie ponad 20 tys. osób. Ankara prowadzi masowe czystki, w ramach których ponad 70 tys. osób zostało zawieszonych w obowiązkach bądź straciło pracę. Zwolnienia objęły sądownictwo, urzędy państwowe, edukację, media i służbę zdrowia, a nawet federacje sportowe. Większość formalnie aresztowanych to wojskowi.

 

PAP