"Konfidentka, zwolenniczka zabijania (aborcji) i islamizacji. Kiedyś dla takich była brzytwa! Dziś prawda i modlitwa?" - napisał na Twitterze ksiądz-narodowiec Jacek Międlar. Do wpisu dołączył zdjęcie posłanki Nowoczesnej, Joanny Scheuring-Wielgus. Już we wtorek posłanka w rozmowie z polsatnews.pl zapowiedziała zgłoszenie sprawy do prokuratury. Wczoraj złożyła oficjalne zawiadomienie.

 

Ksiądz zamieścił też Twitterze m.in. zdjęcie unijnej komisarz Elżbiety Bieńkowskiej z ogoloną głową, opublikował również film, w którym mówi o "żydomasońskim imperializmie".

 

Zakaz od kwietnia

 

Przełożeni księdza przypomnieli mu o zakazie  "jakichkolwiek wystąpień publicznych oraz organizowania wszelkiego rodzaju zjazdów, spotkań i pielgrzymek, a także wszelkiej aktywności w środkach masowego przekazu, w tym w środkach elektronicznych". Duchowny otrzymał go w kwietniu po tym, jak wygłosił kazanie na nabożeństwie poprzedzającym marsz w ramach obchodów rocznicy ONR w Białymstoku.  

 

Jak podawały regionalne media, ksiądz nazwał narodowo-katolicki radykalizm "chemioterapią dla ogarniętej nowotworem złośliwym Polski". "Zero tolerancji dla ogarniętej nowotworem złośliwym Polski i Polaków. Zero tolerancji dla tego nowotworu. Ten nowotwór wymaga chemioterapii (...) i tą chemioterapią jest bezkompromisowy narodowo-katolicki radykalizm" - miał mówić podczas mszy.

 

"Nazywam rzeczy po imieniu"

 

W środę ksiądz udzielił wywiadu "Rzeczpospolitej". Podkreśla, że "nie głosił nienawiści i nie ma takiego zamiaru". - Nazywam rzeczy po imieniu - stwierdził

 

- Napisałem dziś (środa – red.) list do wizytatora Polskiej Prowincji Zgromadzenia Księży Misjonarzy, do którego należę, z odwołaniem się od tego zakazu - dodał.

 

Nawiązując do wpisu na temat posłanki stwierdził, że "społeczeństwo musi się dowiedzieć, kim jest pani Joanna Scheuring-Wielgus".

 

- Składała przysięgę poselską, gdy dostała się do Sejmu. Obiecywała, że będzie służyła narodowi, ojczyźnie. Ja w obronie ojczyzny i narodu stawałem głosząc kazanie w Białymstoku. Jeżeli ona twierdzi, że stawanie w obronie ojczyzny i Kościoła jest propagowaniem ideologii faszystowskiej, mową nienawiści, to ona tej Roty nie wypełnia - ocenił.

 

"Nieraz potrzeba użyć ostrych słów"

 

- Moim obowiązkiem jest stawanie w obronie tych, do których zostałem posłany, w obronie moich wiernych przed takimi zachowaniami jakie reprezentuje pani Wielgus. A, że nazwałem ją w takich ostrych słowach? Jezus również nie przebierał w słowach. Żydów nazywał plemieniem żmijowym, faryzeuszy obłudnikami, Heroda nazywał lisem, do Piotra mówił: "Zejdź mi z oczu, szatanie". Nieraz potrzeba użyć ostrych słów, żeby przestrzec innych przed tego typu postępowaniem, które nie licuje z postawą ewangeliczną, z postawą nawet przyzwoitego człowieka - powiedział w wywiadzie.

 

- W tych określeniach, które ja użyłem nie ma miejsca na półprawdę, nie ma miejsca na kłamstwo. Jeżeli doniosła na mnie do prokuratury, a wcześniej donosiła wraz z kolegami, koleżankami z Nowoczesnej i z Grzegorzem Schetyną do Brukseli na Polskę, dlatego, że niby Polacy, rząd i prezydent nie respektują konstytucji, to taką osobę nazywa się konfidentem, konfidentką - dodał.

 

"Zaproponowano mi wyjazd do Stanów Zjednoczonych"

 

Ksiądz powiedział też, że "czeka na rozsądną propozycję przełożonych".

 

- Zaproponowano mi wprawdzie wyjazd do Stanów Zjednoczonych na studia. Ale miałbym problem z powrotem do Polski, bo gdybym został inkorporowany do prowincji amerykańskiej, to po pięciu latach polski prowincjał mógłby mnie nie przyjąć. Nie wyobrażam sobie tego, żebym nie pracował w mojej ojczyźnie. Nie zgodziłem się - stwierdził.

 

"Rzeczpospolita", PAP, polsatnews.pl