- Przemysł motoryzacyjny jest w okresie przejściowym, tak samo jak nasza firma - mówił dyrektor generalny Forda Mark Fields w kampusie firmy w Palo Alto w Kalifornii, gdzie przedstawiono we wtorek plany producenta.

 

Podejście Forda do technologii autonomicznej jazdy różni się od tego prezentowanego przez konkurencję - np. Mercedesa czy Teslę, które próbują dołączać elementy "samodzielnej jazdy" do tradycyjnych samochodów. W zeszłym miesiącu BMW, Intel i Mobileye ogłosiły plan wypuszczenia na rynek autonomicznego samochodu do 2021 roku, jednak auto będzie wyposażone w kierownicę.

 

- Porzuciliśmy strategię małych kroków, zakładającą wprowadzanie systemów wspomagających kierowcę i postanowiliśmy wykonać pełen przeskok - tłumaczył przedstawiciel Forda Raj Nair.

 

"Rozwiązania półautonomiczne są niebezpieczne"

 

Nair zapowiedział, że producent będzie nadal rozwijać technologie półautonomicznej jazdy takie jak systemy automatycznego hamowania czy ostrzegania o opuszczeniu pasa ruchu. Jednak zwrócił uwagę, że rozwiązania półautonomiczne, które w pewnych warunkach potrafią prowadzić samochód, a następnie oddać nad nim kontrolę kierowcy są, zdaniem Forda, niebezpieczne. Problem stanowi utrzymanie koncentracji prowadzącego w momencie, w którym samochód jest sterowany przez systemy pokładowe - dodał.

 

Autonomiczny samochód Forda zostanie zaprojektowany dla firm oferujących usługi przewozu ludzi czy dla korporacji taksówkowych. Producent zapewnia, że prywatne osoby będą mogły nabyć taki samochód w późniejszym czasie.

 

Firma zapowiedziała jednocześnie, że podwoi zatrudnienie w centrum rozwojowym w Palo Alto. Do końca roku ma tam pracować prawie 300 osób.

 

PAP