Monika Noworyta z mężem wychowują troje dzieci. Aleksandra jest najmłodsza. Choć wygląda na zdrowe dziecko, ma ogromne problemy zdrowotne. Wszystko zaczęło się 5 lat temu, w dniu porodu.

 

- Na bloku porodowym okazało się, że USG nie objęło wagi dziecka, że jest duże. Spytałam, czy w związku z tym nie ma przesłanek do cesarki. Usłyszałam, że skoro urodziłam pierwsze i drugie dziecko normalnie, to trzecie też tak urodzę - powiedziała reporterce "Interwencji" Monika Noworyta.

 

Dziecko nie oddychało, serce nie biło

 

Kobieta musiała urodzić siłami natury, choć wolała, żeby Aleksandra urodziła się przez cesarskie cięcie. Podczas porodu dziewczynka zaklinowała się barkami w kanale rodnym. Pani Monice w porodzie pomagało aż 10 osób!

 

Po porodzie okazało się, że Aleksandra waży nie 4 kg, jak wskazywało ostatnie badanie USG wykonane przez lekarza prowadzącego ciążę, ale aż 6 kg. Dziewczynka przyszła na świat w ciężkiej zamartwicy, bez akcji serca i oddechu. W trakcie reanimacji pękła wątroba dziecka i doszło do krwotoku wewnętrznego.

 

- Po kilku godzinach przyszła jakaś neonatolog z intensywnej terapii. Poinformowała mnie, że dziecko się urodziło w stanie śmierci klinicznej, w zamartwicy ciężkiej i ważyło 5,960 kg - mówi pani Monika. - Lekarze nie wiedzieli, czy dziecko przeżyje - dodaje jej mąż Marcin.

 

Noworyta była zszokowana tym jak wygląda jej córka. Jak mówi, główkę miała ciemno-brunatną, a rączkę przygiętą, przy czym w ogóle nią nie ruszała.

 

Sprawa umorzona

 

Mimo że Aleksandrę udało się uratować, dziewczynka ma niedowład prawej ręki i cierpi na porażenie splotu barkowego. W wieku 6 miesięcy przeszła przeszczep nerwów splotu ramiennego, jest rehabilitowana.

 

Prokuratura umorzyła sprawę. - Biegli stwierdzili, że działania lekarzy w ramach tego porodu, przebiegały zgodnie ze sztuką lekarską - wyjaśniła Beata Górszczyk z Sądu Okręgowego w Krakowie.

 

Rodzice walczą jednak o odszkodowanie, zadośćuczynienie i rentę w sądzie. W sumie domagają się 700 tys. zł.

 

- Z drugiej opinii biegłego jednoznacznie wynika, że różnica między obwodem główki, a brzuszka dziecka wynosiła 11 cm. Aktualna nauka medyczna mówi, że jeżeli ta różnica wynosi 4 cm, to, kolokwialnie rzecz ujmując, rodząca nie ma szans na urodzenie dziecka bez poważnego zagrożenia dla dziecka lub siebie - poinformowała Jolanta Budzowska, pełnomocniczka rodziny Noworytów.

 

Szpital Uniwersytecki w Krakowie nie chciał tej sprawy skomentować.

 

Materiał "Interwencji", fot: archiwum prywatne