Fajdek w swojej grupie eliminacyjnej zajął dopiero 7 miejsce. Jego los zależał od wyników 16 zawodników rywalizujących w grupie B, z których tylko jeden nie osiągnął w tym sezonie wyniku lepszego niż 72 m. Polaka mogło wyprzedzić tylko 5 zawodników (kwalifikowało się najlepszych 12), wyprzedziło aż 10.

 

Po swoim występnie Fajdek nie zatrzymał się w strefie mediów. Kręcił tylko głową i przeszedł przez tzw. strefę mieszaną. Na pytanie, czy zostaje na stadionie, by obserwować, jak rzucają jego rywale w grupie B, odparł: Nie, jadę przebukować bilet lotniczy.

 

W rzutach próbnych rzucał ponad 77 metrów

 

Polak już po ostatniej kolejce eliminacyjnej wiedział, że jego szanse są niewielkie. Położył się na rozgrzanym tartanie, ukrył głowę i długo nie wstawał. Później zmienił pozycję. Usiadł na kolanach i w rękach trzymał głowę, na której znajdowała się czapka z daszkiem. Nie mógł uwierzyć w to, co się stało, tym bardziej, że w rzutach próbnych spokojnie młot leciał na odległość powyżej 77 metrów.

 

 

To nie pierwsza "wpadka" Fajdka w igrzyskach. Cztery lata temu w Londynie w eliminacjach spalił trzy podejścia.

 

- To się więcej nie powtórzy. Jestem całkowicie innym zawodnikiem. Dojrzałem - mówił jeszcze kilka dni temu.

 

Jego dzisiejsze niepowodzenie w pełni zrekompensował kibicom walczący o awans w grupie B Wojciech Nowicki, który w swojej ostatniej próbie rzucił 77,64 m - o ponad metr dalej niż drugi w eliminacjach Białorusin Iwan Cichan - 76,51.

 

polsatnews.pl, PAP