26-letni rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz otrzymał z rąk Antoniego Macierewicza Złoty Medal za Zasługi dla Obronności Kraju w niedzielę. Decyzja spotkała się z krytyką ze strony dziennikarzy i polityków.

 

Gość Joanny Górskiej odniósł się także do organizacji defilady wojskowej, dzień przed którą Misiewicz przyjął kontrowersyjne wyróżnienie.

 

- Zrobiła wrażenie (defilada - przyp. red.). Robi wrażenie zawsze. To tradycja, do której wrócił Lech Kaczyński, kontynuował Bronisław Komorowski, dobrze że jest taka kontynuacja. W społeczeństwie obywatelskim to buduje więź między obywatelami a wojskiem - wyjaśnił Kowal.

 

Prowadząca program Joanna Górska zauważyła, że defiladę skrytykowały media rosyjskie, a jedna z gazet nazwała ją nawet atakiem na Rosję.

 

- To nie jest poważne. Tak nie jest i każdy, kto się zna na wojskowości, wie o tym - stwierdził Kowal.

 

Rosja straszy, ale wojny nie będzie

 

Były polityk mówił ponadto o ustaleniach weekendowych rozmów szefów niemieckiej i rosyjskiej dyplomacji Franka-Waltera Steinmeiera i Siergiej Ławrowa, którzy dyskutowali w Jekaterynburgu - m.in. o sytuacji na Ukrainie. Ławrow zauważył w ich trakcie, że ustalenia mińskie nadal są wiążące, więc strona rosyjska ich nie zerwie.

 

- Na razie postanowienia mińskie nie są też wypełniane. W tym leży sedno sprawy - zauważył jednak Kowal. - Niemcy nie wiedzą, jak dalej postępować z Rosją, ponieważ ta uprawia dość agresywną politykę - dodał.

 

Według Kowala Europie nie grozi jednak wojna na dużą skalę. - Obecna eskalacja ze strony Rosji nie prowadzi do wojny, tylko do pokazania siły. Być może chodzi też o wewnętrzną rozgrywkę w elicie władzy Rosji. Być może Władimir Putin chce coś zaprezentować swoim konkurentom - zauważył.

 

Polsat News