Firma AeroFarms otworzy ją w budynku dawnej huty stali. Rośliny, np. kolendra oraz zielone warzywa liściaste jak sałata czy szpinak, będą dojrzewać w niej przez okrągły rok, nawet w zimę.

 

- Kiełkowanie roślin to proces, który na tradycyjnym polu uprawnym trwa od 8 do 10 dni. Nam udało się go przyśpieszyć. Nasze rośliny zaczynają kiełkować po upływie 12 do 48 godzin. Można powiedzieć, że przechytrzyliśmy je. Kiełkują, bo są w sprzyjającym środowisku, a my dodatkowo przekonujemy je, że nadszedł właściwy czas - tłumaczy David Rosenberg, współzałożyciel farmy.

 

Mało wody, zero pestycydów

 

Zaletą takich plantacji jest aż o 95 procent mniejsze zużycie wody niż w przypadku tradycyjnych upraw, dlatego można je założyć w miejscach, gdzie jej brakuje. Nasiona sadzone są na specjalnej macie, która przyspiesza ich kiełkowanie. Nie grozi im susza, powódź czy szkodniki.

 

- Zachęcamy lokalną społeczność, żeby kupowała warzywa bezpośrednio od nas. Zaopatrujemy także okoliczne supermarkety i restauracje - opowiada Rosenberg.

 

AeroFarms ma już osiem podobnych plantacji. Warzywa dojrzewają w nich na specjalnie skonstruowanych siedmiopiętrowych regałach. Każdy ma indywidualny system oświetlania i nawadniania. Nie wymagają stosowania herbicydów i pestycydów.

 

Tona warzyw w ciągu roku

 

Wykańczana właśnie plantacja w Newark będzie największa. Jej regały będą miały dwanaście pięter. Rocznie będzie w niej można wyprodukować nawet tonę warzyw.

 

Ich jakość nie budzi żadnych zastrzeżeń, ale krytycy zawracają uwagę na ilość energii, jaka potrzebna jest do ich uprawy.

 

- Zamiast wykorzystywać światło słoneczne, które jest darmowe, takie uprawy wymagają sztucznego światła, którego nie byłoby, gdyby nie elektrownie. Chcąc uprawiać rośliny w ten sposób potrzebujemy prądu, a jego wytwarzanie przyczynia się do wzrostu emisji gazów cieplarnianych – mówi Stan Cox z Instytutu na Rzecz Ziemi, które wspiera zrównoważone rolnictwo.

 

AP