Polacy dobrze zaczęli. Po dwóch trafieniach Adama Wiśniewskiego oraz jednym Kamila Syprzaka oraz bramkarza Piotra Wyszomirskiego, który skierował piłkę do pustej bramki w 7. minucie prowadzili już 4:1.

 

Szkoleniowiec Słoweńców Veselin Vujović wziął czas, po którym jego zawodnicy przejęli inicjatywę i szybko, bo zaledwie w trzy minuty, odrobili straty (4:4). Zaczęli grać wysoką obroną, przez którą Polacy mieli kłopoty ze zdobywaniem bramek.

 

Niemoc biało-czerwonych trwała. Nie wykorzystali nawet tak idealnych sytuacja, jak ta Przemysława Krajewskiego z 15. minuty, kiedy mając przed sobą tylko bramkarza, zdecydował się na efektowny lob i trafił w poprzeczkę.

 

Zarabec katem Polaków

 

Rywale takich prezentów nie rozdawali i w 20. minucie po trafieniu Mihy Zarabeca (w pierwszej połowie rzucił aż 5 bramek) objęli prowadzenie 10:8.

 

Później gra toczyła się niemal bramka za bramkę. Podopieczni Tałanta Dujszebajewa mieli kilka okazji, aby zmniejszyć straty, ale popełniali proste błędy w rozegraniu.

 

Czujny Wyszomirski

 

Przebudzenie nadeszło w samej końcówce. W 29. minucie stratę zmniejszył Michał Szyba (12:13). Po chwili Wyszomirski odbił piłkę na poprzeczkę, a następnie zaliczył drugiego efektownego gola, rzucając do pustej bramki przez całe boisko. Rywale, grając wówczas w osłabieniu, wprowadzili w miejsce bramkarza gracza z pola.

 

Po zmianie stron Słoweńcy, wykorzystując grę w przewadze, ponownie objęli dwubramkowe prowadzenie (15:13). W dodatku zupełnie wyłączyli z gry w ataku Karola Bieleckiego. Świetnie odcinali go od podań, a gdy to się nie udało, faulowali. Po jednej z jego strat wyprowadzili skuteczną kontrę (17:14), a po kolejnej, w 39 minucie, jeszcze ją powiększyli 18:14.

 

Wówczas na chwilę przebudził się Bielecki. Nasz najskuteczniejszy zawodnik w turnieju rzucił dwie bramki z rzędu, jedno trafienie dołożył Krzysztof Lijewski i polscy kibice znów uwierzyli, że ten mecz można jeszcze wygrać (17:18).

 

Wykluczony Jurkiewicz

 

Niestety, w naszej drużynie znów nastąpiło rozprężenie. Rywale wykorzystali dwa rzuty karne, później dołożyli dwa trafienia grając w przewadze i na 12 minut przed końcem sposób objęli czterobramkowe prowadzenie (21:17). W dodatku czerwoną kartkę za uderzenie rywala łokciem w twarz zobaczył Mariusz Jurkiewicz.

 

Wiceliderzy naszej grupy udowodnili, że są klasowym zespołem i bez problemu dokończyli mecz utrzymując bezpieczną przewagą.

 

W drugiej połowie polscy szczypiorniści razili nieskutecznością, zdobyli w niej zaledwie siedem goli.

 

Polacy po zwycięstwach nad Egiptem 33:25 i Szwecją 25:24 oraz porażkach z Brazylią 32:34, Niemcami 29:32 oraz Słowenią zajęli czwarte, ostatnie premiowane awansem, miejsce w grupie B. Ich rywalem będzie najlepsza drużyna grup A.

 

polsatnews.pl