Jednostka wypłynęła ze Świnoujścia w niedzielę około godz. 19. Kwadrans po godzinie 23 Morska Służba Poszukiwania i Ratownictwa (SAR) odebrała zgłoszenie z "Zefira". Z treści powiadomienia wynikało, że jacht ma kłopoty i zaczyna tonąć.

 

Urwany sygnał

 

- Członek załogi jachtu nadał sygnał pomocy po godz. 23 za pomocą nadajnika UKF. Nie był w stanie powiedzieć, gdzie się znajduje. Nie miał również przy sobie boi lokacyjnej ani żadnego z urządzeń, które mogłoby naprowadzić nas na jego kierunek. Akcja jest z tego powodu bardzo utrudniona - poinformowała rzeczniczka Morskiego Ratowniczego Centrum Koordynacyjnego w Gdyni Mirosława Więckowska.

 

Od razu rozpoczęto poszukiwania. Jednak do tej pory jacht nie został odnaleziony mimo, że do poszukiwań włączył się śmigłowiec Marynarki Wojennej. W przeczesywaniu morza biorą także udział jednostki morskie "Pasat" oraz "Cyklon" Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa, a także patrolowiec Straży Granicznej. Wykorzystywane są również jednostki Marynarki Wojennej: śmigłowiec oraz samolot "Bryza".

 

Człowiek na wodzie

 

- Poszukujemy człowieka na wodzie. Wiemy tylko, że był ubrany w kombinezon rybacki - powiedziała Więckowska.

 

Na pokładzie "Zefira" przebywała najprawdopodobniej jedna osoba. Celem rejsu był port Nexo na wyspie Bornholm.

 

W czerwcu 2010 roku świnoujski jach "Zefir" wywrócił się i zatonął na Zalewie Szczecińskim niedaleko brzegu na wysokości Lubina. Wypadek zauważył pływający w pobliżu rybak, który zawezwał pomoc informując o zdarzeniu policję. Rozbitków, w tym kobietę w wieku około 60 lat, wydobyto z wody po około godzinie z objawami lekkiego wychłodzenia. Obydwoje rozbitków zabrano do szpitala w Szczecinie.

 

polsatnews.pl, Głos Szczeciński, PAP