- Nie wiem jak to możliwe, że testy dały wynik pozytywny. Coś musiało być zanieczyszczone, np. odżywki. Miałem cztery kontrole antydopingowe przeprowadzone przez Światową Agencję Antydopingową (WADA) tuż przed samym Rio - powiedział mistrz olimpijski z Londynu.

 

- Ja sam nie zażyłem tej substancji - przekonywał sztangista. - Zdarzały się już przypadki, gdy odżywki były zanieczyszczane. Niedawno zdyskwalifikowano przez to bułgarskich ciężarowców, a po 6 miesiącach ich odwieszono - dodał.

 

"Specjaliści muszą iść na dodatkowe nauczanie"

 

Gdy jeden z dziennikarzy zauważył, że, jak twierdzą eksperci, nandrolon zażywany jest dożylnie, Zieliński odparł, że "chyba by umarł" i że "specjaliści muszą iść na dodatkowe nauczanie".

 

Na pytanie jednego z dziennikarzy, czy ktoś się na nich (braci Zielińskich - red) uwziął, odpowiedział: - Tak to wygląda, ale to są pana słowa.

 

Na koniec rozmowy sztangista oświadczył, że "nikomu już nie wierzy" i niebawem pojawi się oficjalne oświadczenie w sprawie pozytywnych testów antydopingowych.

 

On i brat

 

W piątek Komisja do Zwalczania Dopingu w Sporcie podała, że Adrian Zieliński, mistrz olimpijski z Londynu w podnoszeniu ciężarów w kategorii do 85 kg stosował niedozwolone środki dopingowe. W jego organizmie wykryto nandrolon. Został wykluczony z reprezentacji na Rio de Janeiro i nakazano mu opuszczenie wioski olimpijskiej.

 

Dyrektor biura Komisji Michał Rynkowski poinformował, że w organizmie Adriana Zielińskiego wykryto nandrolon. Próbkę pobrano 1 lipca na zgrupowaniu w Spale. Wcześniej za doping z olimpijskiej ekipy został wykluczony młodszy brat Adriana, mistrz Europy 2016 w kategorii do 94 kg Tomasz Zieliński. Także stosował nandrolon.

 

Bracia Zielińscy w igrzyskach w Rio de Janeiro mieli wystąpić w sobotę. Obydwaj w kategorii do 94 kg.

 

polsatnews.pl