Chodzi o dwóch dyplomatów z Grecji, o których informowało w czwartek tureckie MSZ oraz attache wojskowego w Bośni i Hercegowinie. Wcześniej rzecznik tureckiej placówki dyplomatycznej w Sarajewie dementował informacje prasowe o ucieczce dyplomaty.

 

Na piątkowej konferencji prasowej w Ankarze minister spraw zagranicznych Turcji Mevlut Cavusoglu powiedział, że do kraju nie wróciło nadal 32 dyplomatów, wezwanych do kraju po nieudanym puczu. Ogółem polecenie powrotu otrzymało 208 przedstawicieli korpusu dyplomatycznego - dodał.

 

Boją się wrócić do kraju

 

W środę greckie media pisały, że na krótko przed zniknięciem tureccy attaches wojskowi mówili, że po puczu boją się wrócić do kraju, ponieważ rząd turecki anulował ich paszporty dyplomatyczne i wezwał do kraju. Według mediów wraz z wojskowymi zniknęło również sześcioro członków ich rodzin.

 

Według źródła agencji Reutera wciąż na wolności jest 150 wojskowych, podejrzewanych o zaangażowanie w próbę puczu. Wśród nich jest dziewięciu generałów.

 

Po podjętej przez część wojskowych próbie przewrotu w Turcji władze przystąpiły do czystek, głównie w siłach zbrojnych - zwolniono tysiące wojskowych, w tym ok. 40 proc. generałów. Restrykcje spotkały też pracowników resortu dyplomacji, gdzie w obowiązkach zawieszono ok. 300 pracowników, a także administracji publicznej, szkolnictwa, służby zdrowia i mediów. Ogółem czystki dotknęły ok. 60 tys. ludzi.

 

Podczas nieudanego puczu śmierć poniosło co najmniej 270 osób.

 

PAP