Na wiecu kandydat Partii Republikańskiej (GOP) ponownie atakował układy o wolnym handlu, z traktatem znanym jako NAFTA (z Kanadą i Meksykiem) na czele. Przypominał, że w jego rezultacie amerykańskie firmy przenoszą produkcję do Meksyku. - Oni zabierają nasze miejsca pracy. Ludzie ciężko pracują, więcej i dłużej niż kiedyś, ale zarabiają mniej. 18 lat temu zarabiali więcej niż dzisiaj. (…) Fabryki są puste. General Electric właśnie zwolnił pracowników - powiedział Trump.

 

W Pensylwanii - przypomniał - o jedną trzecią zmniejszyła się liczba miejsc pracy w przemyśle wytwórczym. Kandydat GOP nie wspomina jednak nigdy, że fabryki redukują zatrudnienie także z powodu automatyzacji produkcji.

 

"Słabi" i "głupi" politycy

 

Za ucieczkę miejsc pracy z USA Trump obwinił "skorumpowanych polityków", z Hillary Clinton na czele. - Dzieje się tak, bo nie zmuszamy naszego rządu, by działał na naszą korzyść. Nasi politycy są słabi, głupi i pod kontrolą lobbystów oraz sponsorów ich kampanii - powiedział.

 

- A Hillary nic nie wie o tym wszystkim..! Widzieliście ją wczoraj..? (kandydatka Demokratów przemawiała w czwartek w Detroit - red.). Oszukańcza Hillary..! - dodał Trump.

 

W pewnym momencie kontynuował swój ulubiony wątek w tonie żartobliwym. - Och, gdyby prezydent mianował mnie ministrem do spraw utrzymania biznesu w kraju! - powiedział.

 

Wejście Demokratów

 

Wkrótce po tym, jak zaczął przemawiać, na salę weszła grupa młodych ludzi wznoszących plakietki z napisami "Tax returns" (Zeznania podatkowe - red.). Policja zagrodziła im drogę, gdy próbowali się zbliżyć do mównicy.

 

Clinton ujawniła wcześniej swoje zeznania podatkowe i wezwała Trumpa, by uczynił to samo. Kandydat Republikanów powtarza, że zrobi to, gdy skończy się audyt jego podatków. Zdaniem obserwatorów, niechęć Trumpa do ujawnienia zeznań może wynikać stąd, że jego majątek jest prawdopodobnie niższy niż on sam podaje, co wyszłoby na jaw.

 

Według najnowszych sondaży, Clinton prowadzi z Trumpem w kilku najważniejszych stanach "wahadłowych", które zwykle decydują o wyniku wyborów. W Pensylwanii ma przewagę 12 punktów procentowych i góruje nad republikańskim kandydatem w Ohio i na Florydzie.

 

PAP