Normą kwalifikacyjną była odległość 65,5 m. Małachowski w pierwszej próbie uzyskał 64,69, a w drugiej 65,89.

 

- Musiałem wstać o 5.30 rano, wziąłem zimny prysznic, bo nie mamy ciepłej wody i od razu człowiek jest pobudzony. Byłem w super psychicznej formie. To stare, betonowe koło, więc trzyma. Odległościowo było przyzwoicie, ale technicznie - bida. Stres jest. Czuć to u nas w pokoju. Cisza, książka w rękę i każdy chodzi jak lew w klatce - opowiadał Małachowski. Jak dodał podczas igrzysk każdy chce  zdobyć medal "a możesz nie trafić chociażby z warunkami. Finał też jest rano, chyba po raz pierwszy w historii. To spory dyskomfort, ale trzeba robić swoje."

 

- Nie można dać się zwariować. Im bardziej człowiek się napina, tym gorzej. Jak pada deszcz biorę ze sobą parę ręczników, żeby wycierać koło, a jak ich nie starczy, to wtedy zdejmuje się koszulkę, skarpetki i jechać tym - powiedział dyskobol.

 

Urbanek, brązowy medalista mistrzostw świata z Pekinu (2015), został sklasyfikowany na 17. miejscu. Spalił pierwszą próbę, w drugiej miał 61,67, a w trzeciej 61,53.

 

W finale, który odbędzie się w sobotę, wystąpi 12 zawodników. W tym gronie niespodziewanie zabraknie mistrza olimpijskiego z Londynu Niemca Roberta Hartinga. Trzykrotny mistrz świata (2009, 2011, 2013) uzyskał 62,21 i zajął 15. miejsce w kwalifikacjach.

 

PAP