Mateusz Gościniak, rzecznik spółki Enea Operator, która dostarcza prąd na poznański rynek wyjaśnił, że siedlisko szczurów jest w sąsiedztwie stacji energetycznej, która znajduje się w podwórzu starej kamienicy.

 

Respirator bez prądu


Rzecznik wyjaśnił, że szczury nie są w stanie przegryźć kabli, ale doprowadzają do licznych spięć, których w końcu kable nie wytrzymują, co doprowadza do awarii.


W tłumaczenia o gryzoniach trudno jest uwierzyć mieszkańcom i przedsiębiorcom ze Starego Rynku, którym częste awarie przeszkadzają w normalnym życiu i prowadzeniu biznesu. Narzekają, że w ostatni weekend, kiedy rynek był pełen turystów, utarg był wyjątkowo niski.

 

Brak prądu może być także niebezpieczny. Jak w przypadku mężczyzny podłączonego na stałe do respiratora, który potrzebuje zasilania. Mieszkańcowi Poznania pomogli strażacy dostarczając zewnętrzne źródło prądu.


Potrzebna deratyzacja

 

Poznańscy radni zwrócili się do dostawcy energii o spotkanie w sprawie trwałego rozwiązania problemu awarii. O wsparcie poproszono także władze Poznania.


Od czwartku w stacji transformatorowej trwa wymiana kabli. Mają być bardziej trwałe i odporne na awarie. Jednak Gościniak podkreślił, że nie rozwiąże to problemu szczurów. 

 

- Potrzebna jest deratyzacja - powiedział Głosowi Wielkopolski. Za tą jednak odpowiada właściciel lub zarządca działki lub budynku. Dotychczasowe deratyzacje miały krótkotrwały efekt. Szczury wciąż wracają na poznański rynek.

 

gloswielkopolski.pl