Do zdarzenia doszło w poniedziałek rano. Kobieta razem z dziećmi minivanem pojechała do St. Petersburga na Florydzie. Musiała zabrać swoją córeczkę do pediatry ze względu na kłopoty trawienne dziecka.

 

Do lekarza weszła z trójką dzieci. Pediatra stwierdził, że nic niepokojącego z dziewczynką się nie dzieje. Kiedy rodzina opuszczała gabinet, najstarszy syn upuścił telefon matki rozbijając jego ekran. Kolejnym celem podróży był serwis naprawy telefonów komórkowych.

 

Tę sprawę kobieta postanowiła załatwić sama. Dzieci zostawiła w zamkniętym samochodzie z uchylonymi szybami. Nie było jej ponad pół godziny, a temperatura na zewnątrz sięgała 28 stopni Celsjusza.

 

Główką o sufit

 

Kiedy Steele była w sklepie, najmłodsze dziecko zaczęło płakać. 6-latek wyciągnął siostrę z fotelika i zaczął bić. Jak wyznał na przesłuchaniu, wielokrotnie uderzył główką dziewczynki w sufit vana, upuścił na podłogę i okładał pięściami.

 

Chłopczyk powiedział mamie, że "coś złego" stało się z małą dziewczynką. Podczas konferencji prasowej  Bob Gualtieri, szeryf prowadzący sprawę powiedział, że Steele zignorowała informację syna i pojechała do jeszcze jednego sklepu. Dopiero w domu miała zauważyć obrażenia dziecka. Zamiast zadzwonić na pogotowie, wezwała sąsiadkę, pielęgniarkę. Ta stwierdziła, że dziecko nie żyje. Zgon oficjalnie stwierdzono w szpitalu.

 

Winna matka

 

Dziecko miało m.in. uszkodzoną czaszkę. - Czegoś takiego jeszcze nie widziałem - powiedział szeryf dziennikarzom.

 

Policja stwierdziła, że chłopiec nie jest winny popełnionego czynu. - Błąd popełniła dorosła Kathleen Steele, nie 6-letni chłopiec - podkreślił Gualtieri.

 

Dwójka synów została umieszczona w rodzinach zastępczych.

 

Daily Mail, Pinellas County Sheriff's Office