- Zastanowimy się nad tym – odpowiedział wiceminister zapytany, czy możliwe będzie odbieranie emerytur olimpijskich zawodnikom, u których wykryto doping. - Ludzie, którzy w sposób nieuczciwy doszli do sukcesu powinni mieć zabierane to, co dostali w sposób nieuczciwy - dodał.


Michał Rynkowski z Komisji ds. Zwalczania Dopingu w sporcie podkreślił, że "wszyscy zawodnicy (kadry olimpijskiej – red.), którzy mogli być przebadani w kraju, zostali przebadani. Zawodnicy przebywający za granicą także byli badani przez międzynarodowe federacje sportowe".


- Nie widzę możliwości, żeby zawodnik, który znajduje się w kadrze olimpijskiej pozostał bez badania antydopingowego przez ostatnie pół roku - dodał.


Zaznaczył, że Komisja koncentruje się na "dyscyplinach wysokiego ryzyka", m.in. podnoszeniu ciężarów. - Tacy zawodnicy są badani nawet osiem razy w ciągu roku - wyjaśnił.


- Nie wydajemy czegoś takiego, jak certyfikat czystości. Nawet jeśli badania są zrealizowane przed igrzyskami nie da się uniknąć, że jakiś zawodnik zastosuje substancję zabronioną - podkreślił.

 

Rynkowski poinformował, że doping Tomasza Zielińskiego nie jest pierwszym przypadkiem zażywania niedozwolonych substancji w polskich ciężarach w tym roku. - Czterech innych zawodników należących do kadry, miało pozytywne wyniki. Rozpoczęliśmy w tym roku 40 postępowań o naruszenie przepisów dopingowych w kilku dyscyplinach - kulturystyce, trójboju siłowym, podnoszeniu ciężarów i rugby - dodał.

 

"Polski sport musi być czysty"


Wiceminister sportu przypomniał, że wchodzi w życie nowelizacja ustawy o sporcie, w której zmianie ulega definicja dopingu. - Związki sportowe przestają być sędzią w swojej sprawie. Karanie i ściganie dopingu jest skierowane do Komisji ds. Zwalczania dopingu, a Trybunał Arbitrażowy w Lozannie będzie miał nad tym pieczę - podkreślił Stawiarski.


- Jesteśmy sojusznikiem Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) w walce z dopingiem. Polski sport musi być czysty - dodał.

 

"Laboratorium wydaje wynik dopiero, kiedy ma 100 proc. pewności"

 

Bartosz Krawczyński, dyrektor Instytutu Sportu zaznaczył, że "wszystkie laboratoria antydopingowe mają pełną niezależność operacyjną i merytoryczną".


Krawczyński podkreślił, że nie istnieją żadne przepisy, które narzucałyby laboratoriom terminy wydawania próbek. - Wynik ma zostać wydany tak szybko, jak to jest możliwe. Dopiero, kiedy laboratorium ma 100 proc. pewności, że wynik jest prawdziwy - dodał.


Wyjaśnił, że w przypadku ciężarowców procedury analizy próbek trwają nawet do 6 tyg. - Nie ma takiego pojęcia, że wynik został wydany zbyt późno - powiedział.


Dyrektor Instytutu Sportu potwierdził, że jeden z aparatów w polskim laboratorium uległ awarii, ale dotyczyła ona mniej niż 10 proc. próbek, które w lipcu były analizowane. - Awaria została usunięta w ciągu trzech dni. Część próbek musiała zostać poddana ponownej analizie - dodał, wyjaśniając, że próbki zawsze poddawane są ponownym analizom.

 

Polsat News