Wyprodukowany w 1987 roku pojazd został wystawiony przez właściciela na sprzedaż na jednym z popularnych serwisów z ogłoszeniami motoryzacyjnymi. Pan Mirek przekonuje, że auto sprzedaje niechętnie i tylko z powodu "wyższej konieczności". Cena robi wrażenie; w ogłoszeniu podał kwotę  65 tys. zł, ale - jak mówi - jest otwarty na negocjacje.

 

Dostał już kilka ofert. Odbiera też sporo telefonów, bo - według niego - nieużywany Fiat 126p i w taki stanie - to ewenement.

 

- Wyjątkowość samochodu polega na tym, że jest on niemal bez przebiegu. Te 138 km przejechał z fabryki na Śląsk i po jakimś czasie znalazł się tu, u mnie w domu - powiedział pan Mirek.

 

 

Urzędnicy nie wierzyli

 

Gliwiczanin nabył "malucha" w 2009 roku od pierwszego właściciela, który nie posiadał prawa jazdy. Auto jest nieużywane i fabrycznie nowe; ma oryginalny lakier i opony.

 

Samochód został zarejestrowany po raz pierwszy również w 2009 roku, ale dopiero dwa miesiące po zakupie, ponieważ pracownicy wydziału w Gliwicach nie wierzyli w okazaną datę produkcji pojazdu i dodatkowo sprawdzili.

 

Pierwszą dłuższą podróż samochód odbył 23 lata po tym, gdy zjechał z taśmy produkcyjnej.

 

Tuż po kupnie fiata pan Mirek wyburzył ścianę w salonie domu i umieścił tam swój nowy nabytek. - Wiem, że samochody powinno się trzymać w garażach, ale dla mnie byłoby to zbyt normalne - argumentuje.

 

polsatnews.pl