Pierwszy mecz turnieju olimpijskiego - z Egiptem - był dla Polaków tylko rozgrzewką. Podopieczni Stephane’a Antigi pewnie wygrali 3:0. Wtorkowe spotkanie było jego zupełnym przeciwieństwem. Irańczycy na otwarcie ulegli zaskakująco gładko - w trzech setach - Argentyńczykom. W konfrontacji z biało-czerwonymi pokazali jednak , że wciąż trzeba się z nimi liczyć.

 

Mecz miał dodatkowy smaczek - trenerem Persów jest Raul Lozano. Argentyńczyk w latach 2005-08 był szkoleniowcem Polaków.

 

Iran postawił twarde warunki

 

Wtorkowy pojedynek rozpoczął się z ponadpółgodzinnym opóźnieniem spowodowanym dłuższym niż zakładali organizatorzy czasem rozegrania meczu Włochy - USA. Początek nie zwiastował tego, że kibice obejrzą taki dreszczowiec. Mistrzowie świata zapisali na swoim koncie pierwsze trzy punkty, a później kontrolowali przebieg wydarzeń i pewnie wygrali inauguracyjną odsłonę. Czasem sprzyjało im też szczęście - przy stanie 7:5 asa zaliczył Grzegorz Łomacz. Wideoweryfikacja pokazała, że piłka ledwo dotknęła linii. Przeciwnicy z kolei byli przygaszeni.

 

W drugim secie Polacy także początkowo dominowali - 15:12. Później zrobiło się nieco nerwowo. Po zepsutej zagrywce Bartosza Kurka na tablicy pojawił się remis 17:17, a po jego błędzie w ataku przeciwnicy po raz pierwszy w spotkaniu objęli prowadzenie. Atakujący na spółkę z Rafałem Buszkiem, który zmienił Mateusza Mikę, doprowadzili do szczęśliwego finału w tej partii.

 

Irańczycy złapali wiatr w żagle i na początku trzeciej odsłony wygrywali 4:1. Zespół Antigi zniwelował straty, ale potem niemal do końca trwała walka „punkt za punkt” (23:23). Zepsuta zagrywka Karola Kłosa i autowy atak Michała Kubiaka przedłużyły nadzieje drużyny z Bliskiego Wschodu, którą z trybun wspierały także ubrane w hidżaby kobiety.

 

Polacy w kolejnym secie mieli swoje szanse - prowadzili 15:12 i 19:16. Dobrze spisywał się Kubiak. O ile jednak na początku meczu serwis był atutem biało-czerwonych, to później prezentowali się już słabiej w tym elemencie. W końcówce sporo kłopotów sprawił im Farhad Ghaemi, z którego zagrywką mieli duże problemy. Doszły do tego błędy własne w ataku Kurka i Karola Kłosa. Z ostatnich 10 punktów aż dziewięć padło łupem Iranu.

 

Walka na boisku i poza boiskiem

 

Przez dłuższy czas w tie-breaku trwała wyrównana walka. Przy stanie 2:3 Kubiak, leżąc na boisku, złapał się za kolano. Po chwili jednak kapitan Polaków wrócił do gry. Rywale byli na fali po odrobieniu dwóch setów straty, a w postawie biało-czerwonych widać było nieco chaosu. Przy stanie 9:9 Kurek mocno zaserwował, jeden z rywali odbił instynktownie piłkę, a ta spadła po drugiej stronie siatki, bo nie ruszył do niej żaden z polskich siatkarzy. Antiga wprowadził Dawida Konarskiego za Kurka.

 

Pierwszą piłkę meczową - przy stanie 14:13 - Irańczycy mieli po ataku Shahrama Mahmoudiego. Na boisko wrócił wówczas Kurek. Drugiego meczbola Polacy obronili po ataku Buszka. Zwrot sytuacji nastąpił, gdy w polu zagrywki pojawił się Mateusz Bieniek, który najpierw zaliczył asa (16:15), a zaraz potem zepsuł zagrywkę. Atak Kłosa dał drugą szansę na zwycięstwo, a po chwili mecz zakończył się błędem Ghaemiego. Rywale jeszcze apelowali o challenge, ale ich wniosek został odrzucony.

 

Tuż po meczu doszło do przepychanek pod siatką między zawodnikami obu ekip, ale po chwili mistrzowie globu mogli rozpocząć świętowanie.

 

W czwartek zmierzą się z Argentyńczykami, którzy na razie imponują wynikami w Rio. We wtorek wygrali z Rosją 3:1.

 

PAP