Stwierdzono w niej wysokie stężenie substancji o nazwie nandrolon (12 ng/ml; przy progu decyzyjnym wynoszącym 2,5 ng/ml).  Wykrycie substancji zabronionej w teście pobranym dnia 1 lipca oraz pozytywny wynik badania z dnia 6 sierpnia stanowią jedno naruszenie przepisów antydopingowych. Zawodnik ma prawo do przeprowadzenia próbki B.

 

O wyniku badania zostali poinformowani zawodnik, PZPC, klub zawodnika, MKOl, PKOl oraz komitet organizacyjny igrzysk w Rio de  Janeiro. Postępowanie dyscyplinarne zostanie podjęte przez właściwy organ.

 

Tomasz Zieliński - tegoroczny mistrz Europy w kategorii 94 kg, kolejny raz został poddany badaniu antydopingowemu 31 lipca, krótko po przylocie do Brazylii. Informacja, że w jego organizmie wykryto niedozwoloną substancję - nandrolon - dotarła do Polskiej Misji Olimpijskiej 6 sierpnia, a następnego dnia - w obecności zawodnika i przedstawiciela misji medycznej PKOl - w akredytowanym przez WADA laboratorium w Rio de Janeiro otwarto próbkę B i poddano ją analizie.

 

Zieliński wrócił do kraju

 

Cała sprawa wyszła na światło dzienne w poniedziałek, a we wtorek poinformowano o wyniku badania próbki B, który również był niekorzystny dla Polaka.

 

Po jego ogłoszeniu zawodnik został wykluczony z reprezentacji Polski, opuścił wioskę olimpijską, udał się na lotnisko i odleciał do kraju.

 

"Musiałbym być skończonym idiotą"


- Nie zostawię tak tego, będę się starał o przywrócenie mojego dobrego nazwiska. Będę się z nimi sądził - powiedział Tomasz Zieliński po powrocie z Rio de Janeiro, jeszcze przed ogłoszeniem wyników próbki pobranej w lipcu w Spale.


- Jeśli to nie jest pomyłka, to ktoś mi podłożył ładną świnię. Wrogów jest pełno, zawsze są - podkreślił sztangista.


- Już nieraz udowodniono, że nandrolon był w odżywkach, czyli może być w postaci proszku - odpowiedział na sugestię, że być może środek został mu dosypany do jedzenia czy napoju. - Nie będę nikogo oskarżał. Uważam, że albo w Brazylii się pomylili, albo nie wiem co się stało - dodał.


Zieliński podkreślił, że trenuje od 20 lat. - Musiałbym być skończonym idiotą, gdybym jako Polak mający szanse na medal, jechał i coś wziął. Przez cały rok byłem kontrolowany i nic, a teraz, jak idiota, miałbym wziąć i to jeszcze nandrolon, który siedzi 18 miesięcy – tłumaczył sztangista.


"Pojechałem po medal, a nie walczyć z kontrolą"


Podkreślił, że wnioskował o sprawdzenie DNA pobranych próbek. - Usłyszałem, że nie ma podstaw prawnych, żeby badać, czy to jest na pewno mój mocz. Jak zapytałem, czy wezmą mnie drugi raz na badania, to powiedzieli, że nie są od tego - powiedział.


Zaznaczył, że "jeśli będzie taka możliwość" to podda się ponownemu badaniu w Polsce. - Pojechałem po medal, a nie walczyć z kontrolą antydopingową - dodał.


- Jeśli tak wygląda sport, że czysta osoba wpada na dopingu, to już nie jest sport i chyba nie chciałbym już tego trenować - powiedział Zieliński.


"Dla ludzi na dopingu nie ma miejsca w kadrze"


- Myślę, że to jedna z jego najlepiej przemyślanych decyzji przez te cztery lata - powiedział o dymisji Szymona Kołeckiego z funkcji prezesa Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów. – Jak prezes związku może nie wspierać zawodnika, który przez 10 lat walczy dla kraju? Jak może nie wierzyć mu i nie stanąć za nim murem? - pytał sztangista.


- Kompletnie się zgadzam z tym, że dla ludzi na dopingu nie ma miejsca w kadrze Polski - podkreślił Zieliński. - Cieszę się z czystek, ale nie takim kosztem. Nigdy nie miałem do czynienia z dopingiem, a wpadam na nandrolonie - dodał.

 

  

Skreślony za "niesubordynację"

 

To nie był pierwszy w tym roku przypadek zamieszania wokół Zielińskiego, który w kwietniu w norweskim Forde wyraźnie triumfował w ME. 20 czerwca prezes PZPC Szymon Kołecki poinformował, że został on, wraz z Krzysztofem Szramiakiem, skreślony z kadry narodowej za "niesubordynację".

 

- Obaj lekceważyli sobie cykl przygotowań do igrzysk, nie przyjeżdżali na obowiązkowe zgrupowania, przysyłali zwolnienia lekarskie, swoją absencję tłumaczyli różnymi, dziwnymi powodami. Chcieli trenować wyłącznie w klubach, a na to nie ma zgody. O konkretnych powodach nie chcę mówić, ale jedno jest bezsporne; zawodnik przygotowujący się do najważniejszej imprezy czterolecia powinien być pod opieką i kontrolą kadry szkoleniowej reprezentacji - powiedział wówczas Kołecki i jednocześnie zapewnił, że wszyscy kadrowicze trenujący na centralnych zgrupowaniach są pod ciągłą kontrolą, przeszli już całą serię badań antydopingowych i są "czyści".

 

Wniosek szefa PZPC o wykluczeniu z kadry dwóch zawodników, który konsultowany był ze sztabem szkoleniowym kadry, przepadł jednak w kilka dni później w głosowaniu na posiedzeniu zarządu i obaj wystartowali niedługo potem w mistrzostwach kraju.

 

Zapewnia, że nie stosował dopingu

 

Po ogłoszeniu wyniku badania próbki pobranej w Rio, Zieliński kilkakrotnie zapewniał, że nigdy nie stosował zabronionych środków, twierdził, że jest "czysty". Powoływał się na wyniki badań przeprowadzonych jeszcze w Polsce, choć, jak się okazało nie wiedział, że zostały one z przyczyn technicznych opóźnione. Ich wyniki ujawniono dopiero w środę.

 

- Steryd anaboliczny 19-norandrosteron, mogący mieć kluczowe znaczenie w treningu i osiąganiu wyników m.in. przez ciężarowców, jest wykrywany w moczu. Jeśli wynik jest pozytywny, to przeprowadza się dodatkową analizę (tzw. IRMS) i na jej podstawie można stwierdzić czy był wytworzony przez organizm czy też został podany zewnętrznie - wyjaśnił PAP dyrektor biura Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie Michał Rynkowski.

 

PAP, wideo: TVP