- Jest mi przykro i wstyd za to co się stało. Mogę tylko przeprosić. Moja rezygnacja będzie miała miejsce dzień po ostatnim występie naszego zawodnika w igrzyskach w Rio de Janeiro. Taką decyzję podjąłem wcześniej. Nie zamierzałem startować w grudniowych wyborach - powiedział Kołecki podczas wtorkowej konferencji prasowej w Warszawie.

 

16 sierpnia odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie zarządu PZPC, na którym Kołecki złoży rezygnację i zaproponuje tymczasowego prezesa.

 

Podczas konferencji Kołecki potwierdził również, że PZPC otrzymał informację z Międzynarodowej Federacji Podnoszenia Ciężarów (IWF) o wykryciu dopingu u Szramiaka, który nie znalazł się w składzie ekipy na Rio. - U Szramiaka wykryto zabroniony hormon wzrostu - dodał. Przypominał, że z Zielińskim i Szramiakiem władze związku przez ostatnie pół roku miały poważne problemy. Obaj nie chcieli się szkolić w systemie centralnym, unikali przyjazdów na zgrupowania.

 

"Nie chcieli się dostosować"

 

Właśnie z tego powodu 20 czerwca prezes PZPC poinformował, że zostali oni skreśleni z kadry narodowej za "niesubordynację". Jego wniosek, konsultowany ze sztabem szkoleniowym kadry, kilka dni później przepadł jednak w głosowaniu na posiedzeniu zarządu i obaj wystartowali niedługo potem w mistrzostwach kraju.

 

- Ta decyzja władz okazała się dla nas tragiczna w skutkach, to jest dla środowiska szok. Już w kwietniu zarząd podjął decyzję, że wszyscy członkowie kadr narodowych muszą się szkolić w systemie centralnym, bez względu na nazwiska i zasługi. Ci zawodnicy nie chcieli się do tego dostosować. Dymisję składam dlatego, że jako szef związku poczuwam się do odpowiedzialności za wszystko, co się wydarzyło, nawet pomimo tego, że byłem przeciwny ich obecności w kadrze" - wyjaśnił dwukrotny srebrny medalista olimpijski w podnoszeniu ciężarów w kat. 94 kg.

 

"Zostałem wprowadzony w błąd"

 

Prezes PZPC przeprosił za to, że już w poniedziałek potwierdził pozytywny wynik badania próbki B u Zielińskiego. - Wynikało to z moich rozmów z osobami, które są w Rio. To one mnie informowały, że próbka B jest już zbadana. Zostałem wprowadzony w błąd, i za to przepraszam - oświadczył. Jak wyjaśnił związek nie ma jeszcze żadnego oficjalnego dokumentu ws. dopingu Zielińskiego, ale "to zrozumiałe, bo igrzyska prowadzone są pod nadzorem MKOl".

 

Kołecki kilka razy akcentował powody, dla których PZPC wymaga, aby szkolenie prowadzone było centralnie.

 

- Tylko wtedy sportowcy są cały czas pod kontrolą sztabu szkoleniowego i medycznego. Razem trenują, jedzą posiłki, wypoczywają, spędzają wolny czas. Wtedy o wypadek, czy nieświadome zażycie zabronionej substancji, jest o wiele trudniej. Tylko wtedy my jako związek, bierzemy za zawodnika sto procent odpowiedzialności - powiedział.

 

 

Szef związku podkreślił także, że nadal ma nadzieję, iż Zieliński się wybroni i wiarygodnie wyjaśni, co się wydarzyło. Chociaż na dzisiaj - dodał - wydaje się to być mało prawdopodobne.

 

 

Były czołowy sztangista świata w kat. 94 kg kategorycznie stwierdził, że pojawiające się porównania sytuacji Polski do tego, co się wydarzyło w sporcie rosyjskim, są niedopuszczalne. - Nikt nie ma prawa oczerniać naszej ekipy, jest mi z tego powodu bardzo przykro - zaakcentował.

 

"Co do pozostałej trójki jestem całkowicie spokojny"

 

 

Na pytanie, czy pozostali polscy ciężarowcy byli w Rio badani, Kołecki przyznał, że nie. Starszy brat Tomasza, mistrz olimpijski z Londynu w kat. 85 kg Adrian, który przyleciał z nim do Brazylii, nie znalazł zainteresowania w oczach komisji, a Bartłomiej Bonk i Arkadiusz Michalski (105 kg) przybyli tam tydzień później i także nikt ich nie poprosił o oddanie próbek do analizy.

 

 

"Co do tej trójki, jestem całkowicie spokojny. Oni uczestniczyli w szkoleniu centralnym, byli przez różne komisje badani wiele razy, dlatego jestem ich pewien" - podkreślił prezes PZPC.

 

Pozytywny wynik próbki B

 

We wtorek Polski Komitet Olimpijski poinformował, że badanie próbki B potwierdziło stosowanie przez Zielińskiego niedozwolonego środka.

 

Tegoroczny mistrz Europy w kategorii 94 kg został poddany badaniu antydopingowemu 31 lipca, krótko po przylocie do Brazylii. Informacja, że w jego organizmie wykryto nandrolon dotarła do Polskiej Misji Olimpijskiej 6 sierpnia, a następnego dnia - w obecności zawodnika i przedstawiciela misji medycznej PKOl - w akredytowanym przez WADA laboratorium w Rio de Janeiro otwarto próbkę B i poddano ją analizie.

 

Tomasz Zieliński to młodszy brat Adriana, mistrza olimpijskiego z Londynu w kat. 85 kg. W Brazylii obaj mieli reprezentować Polskę w kat. 94 kg.

 

polsatnews.pl, PAP