Wirus ASF po raz pierwszy wykryto w Polsce w połowie lutego. Dotychczas w Polsce odnotowano sześć ognisk ASF u świń. Pięć znajduje się w pobliżu polsko-białoruskiej granicy. Najbardziej oddalone od granicy jest piąte ognisko, które powstało w na początku sierpnia we wsi Rębiszewo Studzianki, w gminie Wysokie Mazowieckie (Podlaskie) w gospodarstwie, gdzie hodowano ok. 550 świń.  


- W tym momencie wektorem zakażenia nie był dzik, a czynnik ludzki czyli wirus został przeniesiony przez człowieka. Stąd moje zawiadomienie do prokuratora generalnego i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - powiedział dziennikarzom szef Głównej Inspekcji Weterynarii (GIW).


"Sądzę, że to nie jest przypadek"


Skorupski wyjaśnił, że ognisko to jest oddalone od poprzedniego w gminie Hajnówka o 80 km (100 km od granicy polsko-białoruskiej). - W okolicy tego ogniska wykonywano badania dzików, nie stwierdzono żadnego dodatniego wyniku - stwierdził. Na pytanie czy jest to przypadek czy celowe działanie, główny lekarz weterynarii odpowiedział, że wyjaśniają to odpowiednie służby, ale "sadzę, że to nie jest przypadek".


W okolicznych hodowlach znajduje się 160 tys. świń. Od świń pobierane są próbki, ale wszystkie - jak dotąd są ujemne. W związku z tym, zostanie zmieniona strefa z ograniczeniami - zaznaczył Skorupski. 


"ASF wymyka się spod kontroli"


Wiceminister rolnictwa Ewa Lech pytana o zarzuty dotyczące utylizacji świń z zarażonej hodowli powiedziała, że resort nie ma "żadnych zastrzeżeń do działania Inspekcji Weterynaryjnej".


Poseł PO Zbigniew Ajchler 5 sierpnia wystosował komunikat do prasy, w który zwracał uwagę, że afrykański pomór świń wymyka się spod kontroli. Jego zdaniem, w przypadku ogniska w Wysokiem Mazowieckiem "istnieje przypuszczenie, że procedury zostały naruszone" gdyż przewieziono do utylizacji świnie zarażone chorobą ASF ze strefy zamkniętej z województwa podlaskiego na teren województwa kujawsko-pomorskiego tj. ponad 350 km w głąb kraju. 


Szef weterynarii odnosząc się do tych zarzutów wyjaśnił, że Inspekcja zdecydowała się na takie rozwiązanie ponieważ utylizacja  ponad 33 ton zwierząt musiała mieć miejsce w zakładzie, który ma odpowiednie zdolności przerobowe. Transport został zorganizowany przy pomocy specjalistycznego samochodu, który "spełniał wszystkie standardy(...) trafił on do zakładu utylizacyjnego, gdzie został odkażony przez firmę zakładową i następnie drugi raz odkażony (...) przez firmę zewnętrzną. Zostały spełnione wszystkie normy sanitarne" - powiedział Skorupski.     


Rolnicy nie przestrzegają przepisów


Wiceminister poinformowała, że na zwalczanie ASF jest dostatecznie dużo środków finansowych. Problem stanowi nieprzestrzeganie przepisów przez rolników, zwłaszcza jeżeli chodzi o bioasekurację. Zagrożenie mogą powiększać myśliwi i turyści na terenie lasów.


Lech zaznaczyła, że w resorcie dokonano analizy przepisów dotyczących zwalczania ASF, z której wynika, że należy wzmocnić rolę powiatowego lekarza weterynarii, który mógłby m. in. nakazać kołu łowieckiemu dokonanie uboju sanitarnego w przypadku wszystkich chorób zwalczanych z urzędu ( nie tylko ASF). Mógłby też nakazać rozkładanie mat dezynfekcyjnych na drogach. Z analizy wynika także, że należy zmienić zapisy ustawy o zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt, by inaczej normowała świadectwa zdrowia dla zwierząt ze strefy z ograniczeniami. 


Wiceminister zauważyła, że rolnicy niechętnie rezygnują z hodowli świń z strefie zagrożonej, co znacząco utrudnia walkę z chorobą. Zaapelowała, by rolnicy decydowali się na likwidację hodowli świń. Dostaną oni odszkodowania oraz dodatkowo rekompensatę za rezygnację z utrzymywania trzody chlewnej. Zagrożeniem jest też sprzedaż mięsa z małych gospodarstw położonych w strefie zagrożonej.

 

PAP