- Miałem trzy kontrole przed przyjazdem do Rio i wszystkie były negatywne. Nawet godziny nie spędziłem w wiosce i od razu wzięty zostałem na kontrolę. 6 sierpnia dowiedziałem się, że próbka była pozytywna - oświadczył Zieliński, który jest młodszym bratem Adriana, mistrza olimpijskiego z Londynu w kat. 85 kg. W Brazylii obaj mieli reprezentować Polskę w kat. 94 kg.

 

Jak poinformował Polski Związek Podnoszenia Ciężarów, w organizmie Tomasza Zielińskiego - tegorocznego mistrza Europy - wykryto niedozwolony środek o nazwie nandrolon. Pozytywny wynik dała kontrola przeprowadzona już w Rio de Janeiro. Jej wynik potwierdziło badanie próbki B.

 

- Przecież nandrolon to specyfik ze średniowiecza. Gdybym naprawdę go brał, byłbym znacznie mocniejszy. To musiał być jakiś błąd w sztuce. Aparatura, którą robi się badania jest to zwykła elektromechaniczna rzecz. Wszystko się potrafi popsuć - zaznaczył.

 

Walczy w Sądzie Arbitrażowym ds. Sportu

 

Przed przyjazdem do Rio był badany trzykrotnie. Po raz ostatni trzy tygodnie temu w Spale.

 

- Żadna z próbek nie dała pozytywnego wyniku. Teraz się odwołuję do Sądu Arbitrażowego ds. Sportu. Uważam, że coś jest tu nie tak. Nawet jest tutaj pewien profesor z Kolonii z antydopingowego instytutu i on sam mówi, że wysoce jest nieprawdopodobne, bym zażywał nandrolon, bo on się w organizmie utrzymuje 1,5 roku - podkreślił.

 

Poprosił zatem o ponowne zbadanie swojego moczu. Gdyby w organizmie był bowiem nandrolon, wyszedł by ponownie. Usłyszał jednak, że to niemożliwe.

 

"Nawet nie wiem, gdzie miałbym to kupić"

 

- Myślicie, że ja naprawdę jestem taki głupi, żeby wziąć taki środek chwilę przed igrzyskami? 20 lat pracy i biorę nandrolon tuż przed wylotem do Rio? To jest śmieszne. Ja nawet nie wiem, gdzie miałbym to kupić - zapewnił.

 

W kat. 94 kg miał rywalizować m.in. ze swoim starszym bratem Adrianem, mistrzem olimpijskim sprzed czterech lat, ale w kat. 85 kg.

 

- Wszyscy jesteśmy teraz mega przybici. Każdy siedzi w kącie i próbuje sobie wytłumaczyć, jak mogło do tego dojść. Nie wiem teraz co dalej. Swoje już wypłakałem - powiedział.

 

Na razie Zieliński nie musi opuszczać wioski olimpijskiej, ponieważ odwołał się do sądu. - Nie mogą mnie wyrzucić, bo nadal walczę. A będę to robić, bo jestem niewinny. Chciałem nawet, żeby sprawdzili, czy w tej próbce jest na pewno mój mocz, ale usłyszałem, że nie ma takich podstaw prawnych - dodał.

 

PAP