- Zawsze byłam przekonana, że moja choroba to będzie to, co los nam zesłał - powiedziała Urszula Jaworska. 20 lat temu walczyła z białaczką, była pierwszą pacjentką w Polsce, która dostała szpik od dawcy niespokrewnionego,  to była pionierska operacja, która otworzył drogę do leczenia innym chorym.

 

Mąż Urszuli zaangażował się w szukanie środków i dawcy. Lekarze dawali pacjentce 5 proc. szans na przeżycie. Dawcę na szczęście udało się znaleźć za granicą. W przyszłym roku Urszula Jaworska będzie obchodziła 20-lecie przeszczepu.

 

Boleśnie doświadczeni

 

Czesław Baranowski, mąż Urszuli Jaworskiej, gdy ona chorowała, postanowił założyć fundację. Chciał pomagać pacjentom takim, jak żona. 

Fundacja pochłonęła ich bez reszty, on zrezygnował z aktorstwa, ona z tańca.

 

Pomagali nie tylko chorym z nowotworami, ale też ze stwardnieniem rozsianym, które kilka lat temu zdiagnozowano  u ich córki.

Ale los postanowił jeszcze boleśniej doświadczyć tę rodzinę.

 

- W dniu moich sześćdziesiątych urodzin zaczął mnie bardzo mocno boleć żołądek. Wykryto u mnie raka trzustki - powiedział Czesław Baranowski.

 

Diagnoza przyszła wtedy, gdy zaczęli przygotowywać się do roli dziadków, ich córka jest w ósmym miesiącu ciąży.

 

Leczenie refundowane nie przyniosło efektów. A cały dramat rodziny polega na tym, że nowe leki, które mogą pomóc zatrzymać chorobę pana Czesława, nie są refundowane. Miesięczna terapia kosztuje 12 tysięcy złotych.

 

 

 

Wydarzenia