Sytuacja Morozowa i Łobincewa w ostatnich dniach zmieniała się jak w kalejdoskopie. 25 lipca wraz z pięcioma innymi pływakami "Sbornej" zostali wykluczeni z igrzysk przez Światową Federację Pływacką (FINA). Ta dwójka następnie odwołała się do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie. CAS ich apelację uwzględnił.

 

Zgodnie z decyzją MKOl, w związku z wykryciem procederu dopingowego w Rosji, międzynarodowe federacje poszczególnych dyscyplin mają podejmować decyzje o dopuszczeniu lub wyłączeniu zawodników "Sbornej" z zawodów olimpijskich w Rio de Janeiro. Jedną z wytycznych jest obowiązkowe skreślenie z listy uczestników wszystkich Rosjan, którym w przeszłości udowodniono złamanie przepisów antydopingowych.

 

MKOI wyklucza Rosjan rękami innych

 

Krytykowany za unikanie podejmowania decyzji MKOl w sobotę stworzył jednak specjalną komisję, do której należy ostateczne postanowienie odnośnie tego czy dany rosyjski sportowiec będzie mógł rywalizować W Rio. W środę dopuszczono do startu 29 pływaków, drużynę piłkarek wodnych i pływaczki synchroniczne. Morozowa i Łobincewa na liście zabrakło.

 

Obydwaj to m.in. brązowi medaliści olimpijscy z Londynu w sztafecie 4x100 m st. dowolnym, a także wielokrotni medaliści mistrzostw świata i Europy.

 

Z dokumentów WADA wynika, że w Rosji miał miejsce proceder tuszowania pozytywnych wyników testów reprezentantów tego kraju, w którym udział brały zarówno powołane w celu badania próbek laboratoria, jak również ministerstwo sportu oraz służby specjalne. Do manipulacji dochodziło m.in. przy próbkach olimpijczyków z Soczi w 2014 roku, w tym medalistów tej imprezy.

 

PAP