Mieszkańcy niemieckiej stolicy mogą zarezerwować jeden z 200 skuterów używając aplikacji na smartfony. Wystarczy ją pobrać, zarejestrować się i znaleźć na mapie najbliższy potrzebny skuter.


W odróżnieniu bezobsługowych wypożyczalni miejskich rowerów w tym systemie nie ma stacji, skutery są porozrzucane po całym mieście. Wystarczy zarezerwować ten najbliższy, opłacić i można jechać.

 

Kask umieszczony jest pod elektronicznie zamykanym siedziskiem. Po dojechaniu na wybrane miejsce pojazd po prostu się zostawia, nie trzeba szukać żadnych stacji dokujących.


3 euro za 30 minut


Wypożyczenie e-skutera kosztuje 3 euro za 30 minut lub 20 euro za cały dzień. Można nim jechać z maksymalną prędkością do 45 km/godz. Użytkownikiem może być każdy, kto posiada prawo jazdy i skończył 21 lat.

 

W pełni naładowany skuter pozwoli na pokonanie ok. 80 kilometrów, chociaż właściciele serwisu zakładają, że przecięty kierowca nie przejedzie więcej niż 10 km. Jeśli skuter będzie rozładowany, zniknie z mapy w mobilnej aplikacji, a pracownicy Coup wymienią baterie.


- Mieszkańcy miasta zasługują na alternatywny rodzaj transportu, który daje oszczędność czasu i pieniędzy oraz większą niezależność w poruszaniu się po mieście - tłumaczy Urs Rahne, szef firmy Coup. Dodaje, że elektryczny skuter na żądanie może być metodą na korki i problemy z parkowaniem. 


Inaczej na Tajwanie


Firma Gogoro zasłynęła nowatorskim modelem biznesowym na Tajwanie. Tam zbudowała stacje, gdzie za niedużą opłatą można wymienić baterię pojazdu, a skutery należą do właścicieli.


Do tej pory spółka sprzedała ok. 10 tys. skuterów na wyspie, wybudowała 225 stacji dokujących, na których codziennie dochodzi do ok. 7 tys. wymian baterii. Bazowy model skutera "Gogoro Lite" kosztuje na Tajwanie ok. 2,7 tys. dolarów (ok. 10,5 tys. zł) plus abonament za możliwość wymiany baterii.

 


Eksperci zwracają uwagę, że to biznes nakierowany na nowe pokolenie Y - ludzi dbających o ekologię, nie zamierzających brać kredytów ani wydawać dużych pieniędzy na samochody.

 

Firma myśli o przeniesieniu tajwańskiego modelu działania do Europy; nieoficjalnie była mowa, że może pojawić się z nim najpierw w Amsterdamie, który obok Kopenhagi jest najbardziej znanym "miastem rowerów" na świecie.  

 

reuters, scigacz.pl