Eksperci szacują, że wyliczenia autorów prezydenckiego projektu ustawy, która ma ulżyć posiadaczom kredytów we frankach są znacznie zaniżone. Koszt dla banków może być dwa razy wyższy. 


Mieczysław Groszek zauważył, że dokładnie trudno oszacować koszty ustawy. Niektórzy eksperci twierdzą, że to będzie 11 mld zł inni, że 15 mld. - Ja nie wiem, jaka będzie rzeczywista kwota - mówił.

 

Będzie limit 350 tys. zł


Zwrot części spreadu mają dostać zadłużeni nie tylko w najpopularniejszych frankach ale tez w euro czy dolarach.


Ustawa obejmie kredyty zaciągnięte między 1 lipca 2000 r. a 26 lipca 2011 r. Zwrot będzie naliczany od kwoty kredytu nieprzekraczającej  350 tys. złotych, nawet jeśli kredyt był  większy. Gość programu zauważył, że znaczna część kredytów była zaciągana przez małżeństwa, a w tym przypadku "limit będzie mnożony". - Oznacza to, że w wielu przypadkach ten limit będzie bardzo wysoki i pokrywający nawet te wyższe kredyty - powiedział Mieczysław Groszek.


Prowadzący rozmowę Jarosław Gugała zauważył, że cały zysk sektora bankowego w Polsce to jest kilkanaście mld zł rocznie, co oznacza, że "jeżeli wprowadzi się w życie ten pomysł, tylko te spready, które nie satysfakcjonują posiadaczy kredytów walutowych,  cały sektor bankowy nie będzie miał żadnego zysku przez cały rok". - Jeszcze gorzej - stwierdził Mieczysław Groszek zwracając uwagę, że banki zostały obciążone jeszcze innymi opłatami np. podatkiem bankowym. 

 

"Nie ma zagrożenia, że banki będą niewypłacalne"


Przyznał, że część banków może być zagrożonych po wprowadzeniu ustawy spreadowej, choć zapewnił, że "nie ma zagrożenia, że będą niewypłacalne".
 

Odnosząc się do pomysłów na przewalutowanie kredytów walutowych na złotowe licząc od dnia zaciągnięcia kredytów Groszek podkreślił, że jest to operacja nierealna. - To decyzja, która rujnuje system bankowy – rozwiewał nadzieje kredytobiorców na zastosowanie takiego rozwiązania. 


Polsat News