- Nie wierzę w hasło "koniec AIDS w 2030 roku". Może być wręcz przeciwskuteczne. Może sugerować, że wszystko jest dobrze, jest już po problemie i możemy zająć się czym innym. To nieprawda. To wciąż jeden z największych zabójców na świecie - przekonuje w rozmowie z "The Guardianem" prof. Peter Piot, szef Wspólnego Programu Narodów Zjednoczonych Zwalczania HIV i AIDS oraz jednocześnie dyrektor Szkoły Higieny i Medycyny Tropikalnej w Londynie.

 

Według ekspertów sytuacja w krajach rozwijających się w ostatnich latach nie poprawiła się, każdego roku na AIDS umiera 1,5 mln osób, a ta liczba może nawet zacząć rosnąć.

 

Wirus nadal śmiertelnie groźny

 

Co roku na całym świecie wirusem zostaje zakażonych 2 mln osób, z czego 60 proc. to dziewczynki i młode kobiety. W krajach rozwijających się wirus uodparnia się na najpopularniejsze leki. Pacjenci nie mają pieniędzy na te droższe. Z kolei państwa finansujące walkę z wirusem tną fundusze przeznaczone na ten cel.

 

- Wiosłujemy w łodzi z wielką dziurą w dnie i próbujemy pozbyć się nalewającej się wody. Tak wygląda nasza sytuacja - uważa Piot.

 

Duże nadzieje wiązano z szybkim podawaniem leków zakażonym, aby nie mogli dalej rozprzestrzeniać wirusa. Według badań taktyka "badać i leczyć" nie jest jednak skuteczna. Powód jest prozaiczny - wiele zakażonych osób nie chce przyjmować leków, dopóki nie zacznie odczuwać skutków choroby. Do tego czasu stanowią zagrożenie dla innych.

 

Walka z wirusem jak z wiatrakami

 

Według Piota do walki z wirusem będzie potrzebna zmiana mentalności - a to już jest znacznie trudniejsze.

 

- Nie zakończymy walki z epidemią HIV tylko dzięki medycznym metodom. Południowoafrykańskie dziewczyny i młode kobiety są zarażane przez mężczyzn, którzy są od nich znacznie starsi. Chodzi o biedę i także kulturę macho. Na całym świecie dyskryminuje się także gejów, więc schodzą do podziemia, a nie możesz zapobiegać infekcjom, jeśli zjawisko ma miejsce w ukryciu - wyjaśnił.

 

"The Guardian"