O sprawie poinformował portal Poranny.pl.

 

Do zdarzenia doszło na ulicy Wiślanej w Białymstoku. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce zgłoszenia, nie znali terenu i nie wiedzieli, że zakaz wjazdu dotyczy miejsca, gdzie autobusy zawracają, więc zajęli się karaniem kierowców.

 

Mandaty miało otrzymać pięciu kolejnych, ale każdy z nich odmówił przyjęcia go. Następni nie przyjechali, ponieważ wg relacji na portalu Poranny.pl autobusy przestały jeździć ulicą Wiślaną.

 

Musieli zareagować

 

Funkcjonariusze bronią się, że odpowiedzieli na "sygnał społeczny".

 

Z powodu odmowy przyjęcia mandatów policja wszczęła wobec kierowców postępowania. Prawdopodobnie jednak nie będą musieli się liczyć z żadnymi konsekwencjami. Jak wyjaśnił w rozmowie z polsatnews.pl podinsp. Andrzej Baranowski, rzecznik prasowy białostockiej policji, istnieją przesłanki, aby sądzić, że kierowcom mandaty nie należą się.

 

- Pojawia się kwestia nie do końca dogłębnych ustaleń funkcjonariuszki na miejscu. Tabliczka została uzupełniona. Są tu pewne okoliczności, które wskazują, że kierujący nie popełnili wykroczeń. Wtedy odstępuje się od skierowania wniosku do sądu - powiedział rzecznik.

 

Osobną kwestią jest samo usunięcie tabliczki. W tej sprawie policja również prowadzi postępowanie.

 

polsatnews.pl, Poranny.pl