Rushing "wpadł", kiedy wracał ze szpitala, do którego zawiózł sąsiada na cotygodniową sesję chemioterapii. W drodze powrotnej planował zajechać do sklepu po przyjaciela, który także potrzebował transportu do domu.

 

Wtedy został zatrzymany do kontroli, ponieważ przekroczył prędkość. Policjantka, która sprawdziła jego dokumenty, zauważyła, że mężczyzna ma zezwolenie na noszenie ukrytej broni, więc poprosiła 64-latka o wyjście z samochodu. Wtedy zauważyła w nim substancję "wyglądającą jak kamyki".

 

Słodkie narkotyki

 

W raporcie z zatrzymania kobieta napisała, że "dzięki jedenastu latom treningów i doświadczeń jako stróż prawa rozpoznała substancję jako rodzaj narkotyku".

 

Rushing zgodził się na przeszukanie auta, ponieważ - jak twierdził - nie miał nic do ukrycia. Kiedy zarzucono mu posiadanie narkotyków, stanowczo zaprzeczył i powiedział, że to lukier z pączków. Wykonane na miejscu dwa testy na narkotyki dały jednak pozytywny rezultat.

 

Prawda dopiero w laboratorium

 

Mężczyzna został zatrzymany pod zarzutem posiadania narkotyków. Spędził w areszcie 10 godzin - do momentu zwolnienia za kaucją w wysokości 2,5 tys. dolarów.

 

Laboratorium kryminalistyczne w Orlando nie zweryfikowało, czy mężczyzna rzeczywiście jadł pączki. Ustalono jedynie, że zagadkowa substancja to nie narkotyki. Wtedy też 64-latek został oczyszczony z zarzutów. Nie wiadomo jednak, dlaczego policyjne testy dały pozytywny wynik.

 

Teraz Rushing chce wytoczyć miastu proces za areszt "bez powodu". Ponadto - jak sam powiedział - przestał jeść pączki w aucie w każdą środę. Policja broni się, że zatrzymanie było zgodne z prawem.

 

Orlando Sentinel