Według informacji podanych na portalu globo.com, na teren wioski olimpijskiej wjechały trzy wozy strażackie, które szybko poradziły sobie z ogniem. Dym rozniósł się jednak po klatce schodowej.

 

Incydent może jednak nadszarpnąć cierpliwość australijskiej delegacji, która już wcześniej narzekała na warunki panujące w wiosce. Skarżono się przede wszystkim na zapchane toalety, niezabezpieczone przewody, przeciekające rury. Zastrzeżenia miały też przedstawiciele innych krajów.

 

Szefowa australijskiej misji olimpijskiej Kitty Chiller zapowiedziała wcześniej, że reprezentacja tego kraju nie będzie mieszkać w wiosce. Zamiast tego zostanie zakwaterowana w okolicznych hotelach. Później jednak organizatorzy zatrudnili ponad tysiąc osób, które miały wyeliminować usterki, posprzątać obiekty i Australijczycy dali się przekonać do powrotu.

 

PAP