Wcześniej Reuters podał, że FBI prowadzi dochodzenie ws. cyberataku na DCCC. Zdaniem agencji, z atakiem mogą mieć związki rosyjscy hakerzy, co "nasili oskarżenia, dotąd nieudowodnione, że Moskwa stara się wmieszać w kampanię prezydencką w USA, by pomóc republikańskiemu kandydatowi Donaldowi Trumpowi".

 

Kreml zdementował związek z atakiem na DCCC, który zajmuje się m.in. zbieraniem funduszy na kampanie Partii Demokratycznej w wyborach do Izby Reprezentantów.

 

Rosjanie o oskarżeniach: to głupota

 

- Nie widzimy żadnego sensu w powtarzaniu po raz kolejny, że to głupota - powiedział Reutersowi rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

 

Źrodła Reutersa podały, że włamanie na serwery DCCC mogły mieć na celu zebranie informacji o donatorach Partii Demokratycznej, a nie kradzież pieniędzy. Nie jest jasne, jakiego rodzaju dane zostały narażone w wyniku ataku, ale donatorzy wpłacający pieniądze na rzecz partii podają tożsamość, adresy emailowe i dane kart kredytowych. Nie jest również jasne, czy skradzione informacje zostały wykorzystane do zhakowania innych systemów.

 

Dwa źródła Reutersa podały, że ataki na DCCC mogły się rozpocząć już w czerwcu. Wtedy powstała strona internetowa o adresie przypominającym adres głównej strony donacji DCCC. Przez pewien czas na tę stronę przekierowywany był ruch danych dotyczących donacji na partię. Źródła twierdzą, że adres IP fałszywej strony przypominał adres użyty przez hakerów, którzy zaatakowali Krajowy Komitet Partii Demokratycznej. Amerykańscy eksperci ds. cyberbezpieczeństwa twierdzą, że ich działania były wspierane przez rosyjskie władze.

 

Wykradzione z DNC maile, które opublikował demaskatorski portal Wikileaks

 

DNC i DCCC zajmują wspólne biura w Waszyngtonie. Sprawą włamania na serwery DCCC zajęła się kalifornijska firma zajmująca się cyberbezpieczeństwem CrowdStrike, która bada także atak hakerski na DNC.

 

Wykradzione z DNC maile, które opublikował demaskatorski portal Wikileaks, ujawniły manipulacje w prawyborach Partii Demokratycznej i rozgniewały zwolenników pokonanengo w nich senatora Berniego Sandersa, a w konsekwencji pogłębiły podziały wśród Demokratów, osłabiły partię i szanse Hillary Clinton w jej wyborczej rywalizacji z Donaldem Trumpem.

 

PAP