Labrador o biszkoptowym umaszczeniu został odnaleziony w lesie pomiędzy drogami wojewódzkimi nr 279 (kierunek Drzonków) a 283 (w stronę Jędrzychowa) około 2,5-3 km od głównej drogi. Był przywiązany na bardzo krótkiej smyczy.

 

Ślady wskazują, że pies męczył się od paru dni


- To cud, że ktoś był na grzybach i znalazł psa – stwierdził w rozmowie z polsatnews.pl mł. inspektor Stanisław Moryson, dyżurny oficer Straży Miejskiej w Zielonej Górze. Nie udało się ustalić, od jak dawna pies stał przywiązany do drzewa, strażnicy przypuszczają, że od co najmniej dwóch dni. Miałyby o tym świadczyć ślady wokół drzewa pozostawione przez psa. Przy obecnej pogodzie, wysokich temperaturach, pies mógł skonać w męczarniach w ciągu paru dni.


Labrador został przewieziony do schroniska, gdzie objęto go opieką. Jest w dobrej kondycji. 


"Był bardzo przestraszony, ale współpracował z nami i udało się go wyswobodzić z uwięzi. Po krótkim zapoznaniu był już naszym kumplem z zamiłowaniem do lizania twarzy, domagał się głaskania i przytulania" - napisali funkcjonariusze Straży Miejskiej w Zielonej Górze na Facebooku.

 

 

 

Apel o pomoc w ustaleniu zwyrodnialca


Zapewnili, że zrobią wszystko, by ustalić, kim jest osoba, która skazała psa na pewną śmierć w męczarniach. Poprosili wszystkich internautów, by przekazywać im wszelkie informacje mogące pomóc w ustaleniu sprawcy. Jeśli ktoś rozpoznaje psa lub widział np. samochód wyjeżdżający z lasu w tej okolicy proszony jest o kontakt ze Strażą Miejską w Zielonej Górze – nr tel. oficera dyżurnego 602 162203.


Pies posiadał charakterystyczną niebieską parcianą obrożę oraz grubą bordową smycz. Można podejrzewać, że był często wożony samochodem, gdyż bardzo szybko wskoczył do radiowozu i dzielnie zniósł podróż.

 

Za znęcanie się nad zwierzętami grozi do 2 lat więzienia.

 

polsatnews.pl