Zagłębie starało się grać w swoim stylu, czyli wysokim pressingiem i ofensywnie, ale goście doskonale sobie radzili z taktyką gospodarzy. Kiedy zawodnicy SonderjyskE byli przy piłce, starali się szybko wymieniać podania i w ten sposób wychodzić z pressingu. W momencie straty piłki cofali się na własną połowę i zagęszczali pole gry. Podopieczni trenera Piotra Stokowca nie potrafili złapać właściwego rytmu, a dodatkowo grali bardzo niedokładnie.

 

W zespole duńskim od początku bardzo aktywny był szwedzki pomocnik Simon Kroon. I to właśnie on jako pierwszy trafił w czwartek do siatki. Tommy Bechman zbiegł na skrzydło, dograł płasko do wbiegającego Kroona, a ten uderzeniem przy bliższym słupku nie dał szans Martinowi Polackowi.

 

Strata gola wcale nie podziałała pobudzająco na Zagłębie. Lubinianie dopiero po pół godzinie zaczęli przejmować inicjatywę i częściej gościć pod polem karnym rywali. I właśnie wtedy stracili drugiego gola. Po wrzucie z autu jako pierwszy do piłki dopadł Marc Dal Hende i przy biernej postawie obrońców gospodarzy strzałem głową podwyższył prowadzenie.

 

Kontaktowy gol Janoszki okazał się jedynym

 

SonderjyskE po zdobyciu gola przejęło ponownie kontrolę nad spotkaniem i wydawało się, że w pierwszej połowie nic już się nie wydarzy. W doliczonym już czasie fatalny błąd przy rzucie rożnym popełnił jednak chorwacki bramkarz Marin Skender i w ogromnym zamieszaniu Łukasz Janoszka posłał piłkę do siatki. Kontaktowy gol dawał nadzieję, że w drugiej połowie Zagłębie zdoła jeszcze odwrócić losy meczu.

 

Trener Stokowiec nie czekał ze zmianami i od początku drugiej połowy wprowadził Filipa Starzyńskiego, który zastąpił słabego Jana Vlasko. Popularny „Figo” prostopadłymi i przede wszystkim dokładnymi podaniami rozruszał atak Zagłębia. Szanse na wyrównującego gola mieli Krzysztof Piątek, a zwłaszcza Arkadiusz Woźniak, który z kilku metrów nie trafił w bramkę.

 

Napór Zagłębia rósł i w 61. minucie powinien zostać nagrodzony golem. Najpierw nieprawidłowo w polu karnym powstrzymywany był Janoszka i sędzia Robert Madley podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Starzyński, ale Skender go wyczuł i lubinianie dalej przegrywali 1:2.

 

Po niewykorzystanym karnym impet Zagłębia spadł i goście oddalili grę od własnego pola karnego. Ale w ostatnich dziesięciu minutach lubinianie ponownie przycisnęli rywali. W tym okresie szanse na gola mieli Michal Papadopulos, Lubomir Guldan oraz Maciej Dąbrowski, ale piłka do siatki już nie wpadła i za tydzień w rewanżu Zagłębie będzie musiało przynajmniej zdobyć dwa gole, jeżeli chce awansować do kolejnej rundy.

 

PAP