- Śledztwo trwa, kolejne osoby są poszukiwane. Może dojść do nowych aresztowań i zatrzymań (...), proces się jeszcze nie zakończył - powiedział szef tureckiego rządu.

 

Powtórzył jeszcze raz wezwanie prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana, który osobiście zwrócił się do prezydenta USA Baracka Obamy o wydanie Ankarze mieszkającego od lat w Pensylwanii muzułmańskiego kaznodziei Fethullaha Gulena, oskarżanego przez tureckie władze o przygotowanie puczu.

 

Yildirim podkreślił, że Turcja nie ma "żadnych zamiarów zerwania stosunków (z USA), ale zależy nam, żeby podkreślić, iż jesteśmy zdeterminowani i powiedzieliśmy to amerykańskim władzom".

Gulen napisał w artykule dla dziennika "New York Times", że Waszyngton nie może ulec szantażowi Turcji, m.in. w sprawie jego ekstradycji. Islamski kaznodzieja potępił w nim po raz kolejny próbę zamachu stanu z 15 lipca i odrzuca oskarżenia, że stał za jego zorganizowaniem.

 

Premier Turcji powiedział Sky News, że inicjatywa przywrócenia zniesionej w 2004 roku kary śmierci wypływa od narodu tureckiego. - Obywatele wychodzą na ulice, żeby domagać się przywrócenia kary śmierci; jest to jedyny głos, który słyszymy we wszystkich miejscach - dodał Yildirim.

 

"NATO powinno nam być wdzięczne"

 

Nawiązując do aresztowania wysokich rangą tureckich dowódców służących w ramach sił NATO w Afganistanie, premier powiedział, że Turcja nie musi w żaden sposób dawać NATO gwarancji. - Jesteśmy krajem, który zapewnia bezpieczeństwo na wschodnich i południowych granicach NATO, więc NATO powinno nam być wdzięczne - oświadczył.

 

Odnosząc się do zapowiadanej na 9 sierpnia wizyty Erdogana w Rosji, Yildirim powiedział: - Będziemy przyglądać się rozwojowi stosunków i powinno to nastąpić, ponieważ Turcja jest sąsiadem Rosji. Mamy wspólne interesy, wspólną przyszłość.

 

W odpowiedzi na pucz, w wyniku którego zginęło co najmniej 270 osób, władze Turcji rozpoczęły czystki na bezprecedensową skalę w różnych instytucjach, w tym w mediach. W środę telewizja CNN Turk poinformowała, że po nieudanym puczu zatrzymano już ponad 15 tys. osób, w tym ponad 10 tys. wojskowych.

 

PAP